Anna Halarewicz i jej przepis na sukces: Pracuj i miej z tego radość [WYWIAD]

Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy i coś w tym jest, bo w pracach Anny Halarewicz, to właśnie one intrygują najbardziej. Dla jednych smutne, dla mnie pełne magnetyzmu i poetycko tajemnicze, jak kobiety-muzy, które portretuje. Czasem odnajdujemy w nich podobieństwo do Moniki Bellucci, innym razem rozpoznajemy samą artystkę. W jej pracowni, wbrew pozorom, panuje artystyczny porządek, którego pilnuje najważniejszy pomocnik ilustratorki – Absynt, czyli najbardziej uroczy kot, jakiego w życiu poznałam. Między gąszczem paproci i świeżych kwiatów pijemy mocną kawę, od której Ania jest uzależniona. Jest pracoholiczką i perfekcjonistką, a przy tym niesamowicie ciepłą i inspirującą osobą.

Ma na koncie liczne publikacje w topowych magazynach, takich jak Harper’s Bazaar, Elle, Glamour, InStyle czy paryski OOB Magazine. Lista marek, z którymi współpracowała jest długa, choć selektywna – m.in. W.KRUK dla którego stworzyła energetyczne ilustracje do kampanii nowej linii akcesoriów, Dr Irena Eris, Bizuu, La Mer czy OMEGA Watches. Do tego dochodzą dziesiątki wystaw w największych miastach w Polsce, na których zawsze gromadzą się tłumy. Znakiem rozpoznawczym jej twórczości są oryginalne ilustracje, na których widać ekspansywną, charakterystyczną dla niej kreskę i akwarelowe plamy w mrocznych, ale i energetyzujących barwach. Już za kilka dni premiera nowego, długo wyczekiwanego albumu Anny Halarewicz o zagadkowym tytule “…”, w którym m.in. znajdą się wyjątkowe prace z ostatniego okresu twórczości. Przeglądając setki rysunków i rozmawiając, nie tylko na modowe, tematy godziny mijają nam niczym minuty… Dziś pokażę Wam kawałek świata, również tego prywatnego, Anny Halarewicz.

Czy ciężko było Ci zaklimatyzować się w Warszawie?

Ciężko, pierwsze dwa lata były niekończącą się tęsknotą za Wrocławiem. Za miastem i za ludźmi, ale po siedmiu latach mieszkania w Warszawie, przyzwyczaiłam się do niej.

Jak wygląda Twój regularny dzień? 

Regularny dzień… to już pewne nadużycie w moim przypadku (śmiech). Jeżeli nie maluję do czwartej w nocy to budzę się w okolicy dziewiątej i marzę o kawie… Inaczej nie otworzę oczu. Niestety mam złe nawyki sprawdzania od razu poczty, planuję poprawę i wyniesienie telefonu z sypialni.

Jesteś jedną z najbardziej rozpoznawalnych ilustratorek mody w Polsce, odnosisz również sukcesy na świecie. Pewnie wiele osób, które chciałyby pójść podobną drogą, zastanawia się, jak to się robi?

Na to zawsze mam krótką odpowiedź, pracuj. Nie zastanawiaj się, jak to się robi – tylko rób. Nie pytaj, czym to jest zrobione – tylko baw się tym, że nie jesteś chirurgiem czy saperem, najwyżej się nie uda i wyrzucisz pracę, a może wyjdzie coś ciekawego.

Często przy współpracach komercyjnych zdarza się, że artysta musi “nagiąć się” i wykonać zlecenie pod danego klienta. Jak jest z Tobą? Jak sobie radzisz z takimi sytuacjami?

Jeżeli ilustrator nagina się pod klienta, to niedobrze. Chodzi o to, żeby przekazać koncepcję klienta w swoim stylu. Po latach pracy i wyrobieniu sobie jako takiej rozpoznawalności kreski, klient zgłasza się do danego ilustratora, bo podoba mu się jego estetyka. Jeżeli na wstępie klient pokazuje mi prace innego artysty – do współpracy nie dojdzie. Praca ilustratora wymaga cierpliwości, ja mam obraz od razu w głowie, ale nie każdy od razu zobaczy to samo, co ja, stąd trzeba być przygotowanym na poprawki. Wolę nazywać się rzemieślnikiem niż artystą, trochę z przekory, a może i pokory, którą rzemieślnik ma, a artysta może mieć…

Czy widzisz dla siebie też miejsce za granicą, czy raczej skupiasz się na rynku lokalnym?

W dzisiejszych czasach można pracować „z domu” i działać globalnie. Wiem, że wyjazd to zupełnie inne możliwości, spotkania z ludźmi, ale póki co jestem szczęśliwa w tym miejscu, w którym jestem. Może przyjdzie czas na wyjazd, tak jak przyszedł czas na Warszawę.

Jesteś ilustratorką mody – co to właściwie znaczy?

No właśnie, to pytanie pojawia się bardzo często. Czy to znaczy, że „przerysowuję” modelki z wybiegów? Nie. Czy tworzę sama modę? Nie. Interpretuję ją, przekładam na swój język malarski. Żyję w dualizmie pomiędzy malarstwem i ilustracją. Ilustracja z jednej strony, jak sama nazwa wskazuje, coś opowiada, pewnie tym samym jest bardziej dosłowna. A ja mam ogromny pociąg do miękkich plam, malarskości, tajemnicy i niedopowiedzeń. Kiedy maluję „dla siebie”, kreuję monochromatyczną kobietę, zmysłową, nieoczywistą.

A dlaczego właśnie świat mody? Dla wielu jest to mało poważny temat.

Jeżeli podejdziemy do tematu mody, jak do drogich, niepotrzebnych do życia gadżetów, to temat może rzeczywiście wydać się błahy. Dla mnie moda to sztuka, część kultury, temat całkiem poważny. Maluję kobiety, potrafię zachwycić się ich pięknem i powiedzieć to na głos, co nieraz wprawia w zakłopotanie. A moda to nieskończone źródło inspiracji, faktury, kolory, kształty… Mimo, że moja paleta jest oszczędna i królują w niej czerń, szarość Payne’a i granaty. Inspiruje mnie nastrój pokazu, klimat kolekcji. Pokazy Alexandra McQueena, Gareth’a Pugh’a, Vivienne Westwood, to zdecydowanie więcej niż krótkie show.

Świat mody potrafi być piękny i inspirujący, ale z drugiej strony pełen jest ciemnych stron. Jak Ty go odbierasz? Mam na myśli również konkurencyjny rynek – czy czujesz to czasem na swoich plecach?

Czuję. I staram się nie poświęcać  temu wiele czasu. To spala i zabija dobrą energię. Jeżeli ktoś nie ma pomysłu na własne życie – jego problem. Ja kocham swoją „pracę” i nikt mi nie odbierze tej radości z jaką za każdym razem zasiadam do malowania. Mogę się doskonalić, eksperymentować i przede wszystkim zmieniać, a to w sztuce ważne. Zmiany to rozwój. Odrzucenie tego, co już nam wychodzi świetnie.

Co najbardziej kochasz w świecie mody? Kto Cię inspiruje?

Myśląc o modzie, nie myślę o „przedmiocie”, myślę o nastroju. Inspirują mnie projektanci, fotografowie, którzy podchodzą do mody jak do sztuki, mniej użytkowo. Kreują sylwetki kobiece od fryzur i makijażu, po wymyślne buty, którym nieraz jest bliżej do rzeźb niż przedmiotu, który ma służyć do „wygodnego” przemieszczania się. Jednym z pokazów, które zrobił na mnie piorunujące wrażenie, mimo że oglądany w marnej jakości na YouTube, był pokaz Aleksandra McQueena z 2009 roku, „Horn of plenty”. Od tego się zaczęło.

Często nosisz czerń – z jakiego powodu? Jaki jest Twój styl na co dzień?

Kocham czerń, uwielbiam monochromatyczne zestawy, średnio lubię printy, co nie znaczy, że w mojej szafie obok strefy mroku, nie pojawi się zielona sukienka lub różowy sweter (ukochane Bizuu). Dualizm, który towarzyszy mi w trakcie pracy, akwarele „glamour” zderzające się z malarskimi, mrocznymi kobietami, mają odzwierciedlenie w mojej szafie. Uwielbiam czarne drapowane suknie Ricka Owensa, często deformujące sylwetkę, warstwowe ubrania z asymetrycznymi rozwiązaniami. Nie lubię mocnych kontrastów, stąd pewnie łączenie czerni z czernią, które zawsze wygląda świetnie. Dobrze czuję się w tym kolorze i uwaga, uwaga, nie uważam tego koloru za smutny, tak samo jak ciemnych obrazów. Czerń jest majestatyczna, elegancka i mogłabym wymieniać tak jeszcze długo. Są ubrania, w których czuję się silniejsza niż jestem. Wiem, że to brzmi dziwnie… ale ubranie jest dla mnie czasem „zbroją”. Odkryciem jakiś czas temu była dla mnie marka ITO, Kasi Grzelak, w jej ubraniach czuję się jak wojowniczka.

Czy kiedy pracujesz, to myślisz o czymś konkretnym? Jakiej słuchasz muzyki?

Jeżeli ilustruję słucham audiobook’ów w tle, kiedy maluję może być muzyka, muzyka potrafi mnie rozproszyć, a w ilustracji muszę być zdyscyplinowana. Uwielbiam też słuchać w tle o zabytkach Dolnego Śląska, o historii pierwszej i drugiej wojny światowej, o pozostałościach powojennych typu kompleks Riese, bunkry, bursztynowe komnaty itd.

Jakie techniki malarskie są Ci najbliższe?

Wszystkie, poza malarstwem olejnym, nie odpowiada mojemu temperamentowi, ale nie mówię mu „nie” na przyszłość. Najwięcej prac powstaje w technice akwareli, moje „akwarelowanie” jest już pełnoletnie, a cały czas mnie fascynuje. Uwielbiam łączyć techniki, bawić się nimi, mieć jak najwięcej przyjemności z malowania. A przyjemność mam wtedy, kiedy się nie nudzę.

Gdybyś mogła malować/tworzyć tylko to, co chcesz, co by to było?

Cały czas tworzę to, co chcę. Brzmi to może trochę butnie, ale gdybym pracowała wbrew sobie, to wypaliłabym się po roku, jeżeli muszę pójść na konsensus w trakcie pracy nad ilustracją, to nie dotyczy to stylu mojej pracy tylko np. treści merytorycznej.

Podobnie jak ja, jesteś fanką kobiecości Moniki Bellucci. Co Cię w niej fascynuje? Czy to jest tak, że odnajdujesz w niej cząstkę siebie? Co generalnie fascynuje Cię w kobietach?

To prawda, od wielu lat jestem nieprzyzwoicie pod jej wrażeniem. Filmowa Malena, to kwintesencja kobiecości i zmysłowości. Z drugiej strony bardzo podoba mi się uroda modelki Guinevere van Seenus. Niektórych fascynacji nie umiem wyjaśnić, po prostu wiem, że chcę malować te kobiety. Czy odnajduję w nich cząstkę siebie? Możliwe, że w większości prac, które nie są poświęcone konkretnym postaciom można doszukać się autorki, a może to nadinterpretacja i to że nasz umysł lubi nazywać i musi przyporządkować twarz do nazwiska.

Od jakiegoś czasu w świecie mody wiele mówi się o sile kobiet. Z drugiej strony poprzez magazyny i social media wciąż odczuwamy presję bycia doskonałymi. Jak Ty to odbierasz obserwując rynek? I jak odbierasz to jako kobieta? Ulegasz presji? Stosujesz dietę pudełkową, ćwiczysz z Chodakowską, nie jesz pączków?

Tak, presja na bycie doskonałym jest w social mediach mocno widoczna. Ale czym jest doskonałość i siła? Bo zdecydowanie chyba nie wypinaniem „pupy” i innych części ciała przed lustrem, robieniem dziubków i robieniem z siebie… lalki, przedmiotu, a nie podmiotu. Z przerażeniem obserwuję popularność powyższych, po chwili pojawia mi się zdjęcie ponad 50-letniej Bellucci, która może pozować w golfie i kasuje swoją zmysłowością młodsze koleżanki prężące się półnago w wyszukanych pozach przed obiektywem. Dążenie do doskonałości poprzez poprawianie się lub photoshopowanie zdjęcia, jest nie dla mnie. Stawanie się klonem pod wpływem mody na coś – nie dla mnie. Zdarzają się tygodnie kiedy siła i poczucie własnej wartości, gdzieś wraz z pełnią odchodzą w kosmos… To ciężki czas dla bliskich (śmiech), marudzenia przed pełną szafą, że nie mam co na siebie włożyć, no ale pozwalam sobie na te niedoskonałości.

Stosuję dietę pudełkową, żeby w miarę regularnie się odżywiać, nie lubię gotować, więc to idealne dla mnie rozwiązanie. Co do ćwiczeń, zdarzały mi się tygodniowe epizody z Ewą Ch., ale nie przesadzam (śmiech). Z pączkami też nie…;)

Jakie są Twoje największe słabości?

Słomiany zapał do ćwiczeń fizycznych;) i kawa.

Jesteś perfekcjonistką? Ile najdłużej zdarzyło Ci się nie wychodzić z pracowni?

Słyszałam głosy, że jestem, ale pewnie ja tego nie widzę i często wydaje mi się, że mogę coś zrobić jeszcze lepiej. Przyznaję, jest to męczące. Kiedy maluję płótna to długo…, stąd też pomysł cateringu, żeby móc ten czas wydłużyć jeszcze bardziej;)

Gdybyś nie była ilustratorką, co chciałabyś innego robić?

Nie wyobrażam sobie „niemalowania”. Jeżeli poświęca się jakiejś dziedzinie tak wiele, ciężko wyobrazić sobie inne życie. Kiedyś moim konikiem była historia. Uwielbiam chodzić po zamkach, słuchać historii o zaginionych skarbach, może byłabym archeologiem;)

Jakich ubrań masz najwięcej w szafie?

Czarnych oczywiście. Maxi sukienek i oversizowych koszul i z 5 czarnych skórzanych kurtek. Skórzana kurtka jest na miejscu numer 1. Noszę ją absolutnie do wszystkiego.

Bez jakich kosmetyków nie mogłabyś się obejść?

Bez tuszu do rzęs, eyelinera i różu do policzków. A gdybym z tych trzech miała wybrać jeden – to pewnie ku zaskoczeniu osób obstawiających eyeliner – powiem, że bez różu. Jestem przez większość roku blada i róż dodaje mi koloru.

Co robisz, kiedy nie tworzysz? Pozwalasz sobie czasem na wakacje? 

Z wakacjami jestem na bakier. Mam kilkuletnie zaległości, nadrabiam weekendowymi wyjazdami. Nie wiem, czy pojadę gdzieś w tym roku, nauczyłam się już, że najlepsze wyjazdy to te spontaniczne.

Absynt – muszę zapytać – bo jest prawie na każdym zdjęciu. Jak zostałaś szczęśliwą opiekunką tego przesłodkiego kota? Czy wiąże się z tym jakaś historia?

To zwierz, który pojawił się 6 lat temu, przebojem wszedł w moje życie i sprawia, że codziennie mam uśmiech od ucha do ucha, kiedy patrzę, jak układa się na moich obrazach do snu… Albo kiedy wchodzi gościom do torebki/koszyka, czego miałaś okazję doświadczyć sama. Jest biały, ja kocham czarne ubrania, on kocha spać w szafie… Ilości odkłaczarek zużywanych miesięcznie, są imponujące.

Gdzie widzisz siebie za 10 lat?

W pracowni, nad kolejną akwarelą, obrazem, ilustracją.

Dziękuję za rozmowę. A Was zapraszam na InstaStory @annahalarewicz i @gosiaboy, gdzie znajdziecie kulisy wywiadu!

  • mrskaminsky

    Uwielbiam unikalne prace Ani✔️

  • Świetny wpis! 🙂

  • Ola

    Gosiu nie wiem jak to robisz ale za każdym razem zaskakujesz! Uwielbiam Twoje wywiady a Ania jest idealną rozmówczynią – inteligentna, ambitna, skromna i wybitnie uzdolniona. Wspaniale się czytało i ogladało 😊 Już biegnę na Instagram!

  • Barbara P.

    Cudownie utalentowana dziewczyna. I bardzo ciekawy wywiad. Tak szczerze, to nie miałam świadomości, że jest taki zawód jak ilustratorka mody. Świat mi odkrywasz swoimi wywiadami. Wrocław kocham i nie dziwię się tęsknocie. Nawet jak się człowiek przeprowadzi to sentyment i tak pozostaje 🙂

  • Angelika Warlikowska

    Gosiu skąd spodnie? 🙂

  • Krystyna

    Ciekawy i inspirujący wywiad. Z przyjemnością go przeczytałam. Pozdrawiam serdecznie.

  • Jacek Wójcik

    Ciekawy wywiad a Pani Ania ? … No cóż, niesamowity talent, przepiękna kobieta, fascynująca osobowość, właścicielka nie mniej urokliwego kocurka 🙂 Jako fan Pani Ani i jej talentu z przyjemnością zapoznałem się z treścią wywiadu. Pozdrawiam.

  • Fantastyczny wywiad, bo bohaterka świetna! Zwróciłam uwagę dawno temu na prace pani Ani w Twoim Stylu i już została mi fascynacja. Miałam nawet w zeszłym roku planer z ilustracją pani Ani i zostawiłam go na pamiątkę, właśnie ze względu na okładkę.
    Wywiad sprawił mi frajdę, bo miałam szansę zobaczyć “cżłowieka” nie tylko artystkę. Dziękuję Paniom za miłę chwile 🙂

  • Wicia

    super wywiad, okraszony przepięknymi zdjęciami. Uwielbiam inspirujących ludzi, dzięki nim każdy dzień może być zaskoczeniem! 🙂

  • Monika

    Ania Halarewicz robi piękne rzeczy 🙂 Zawsze jej prace kojarzą mi się (w bardzo pozytywnym sensie!) z żurnalami z mojego dzieciństwa 😀

  • Beata

    Boskie kobiety, spełniające się, kochające to co robią i do tego niezwykle utalentowane ! Brawo dziewczyny 👏🏻👏🏻👏🏻 Cudny wywiad Gosiu bo Ani to zachwalać nie trzeba 👌🏻👌🏻👌🏻

  • Aneta Paluch

    Pani Ania kobieta o wielu twarzach ,że ja o niej wcześniej nie słyszałam …… 😉