Jak żyć dłużej? 10 zasad i nowa piramida żywienia 2016

Kiedy byłam dzieckiem, za dobre i pożywne jedzenie uważano schabowego z mizerią, tradycyjny niedzielny rosół oraz złociście przypieczone udka kurczaka z ziemniaczanym puree polanym tłuszczykiem w towarzystwie duszonej marchewki – to dopiero były rarytasy! Babcia wiedziała, co dobre. Owoce, owszem, jadło się, ale najczęściej prosto z drzewa albo z krzaka i nikt wtedy nie mówił, że trzeba je myć w specjalnym płynie, by pozbyć się bakterii E.coli i Salmonelli. Warzywa stanowiły jedynie dodatek do codziennego jadłospisu, którego podstawą było mięso, nabiał oraz białe pieczywo. Pamiętacie te czasy?

30 lat później nowa piramida żywienia 2016 wyraźnie określa, że to właśnie niedoceniane warzywa (w 3/4) i owoce (w 1/4) powinny stanowić podstawę naszego codziennego menu. Ku niezadowoleniu wegan, mięso wciąż jest obecne, ale w niewielkich ilościach. Na prowadzenie słusznie wysuwa się rola aktywności fizycznej w zdrowym stylu życia, bez niej nawet najlepiej skomponowana dieta nie ma szans powodzenia. 30 minut dziennego wysiłku to przysłowiowy amen w pacierzu.

piramida żywienia_2
Piramida żywienia 2016

Mięso – jeść czy nie jeść?

W kwestiach żywienia od jakiegoś czasu wciąż toczy się wielki spór – jeść mięso czy nie jeść? Moda na wegetarianizm i weganizm to wynik coraz większej świadomości ludzi na całym świecie, którzy by przetrwać nie potrzebują zjadać kilogramów zabitych zwierząt. Niemniej jednak, jak przekonałam się na własnym zdrowiu – nie jest to takie oczywiste. Po przeczytaniu książki Nowoczesnej zasady odżywiania dr Campbella przez dwa lata byłam wegetarianką. Roślinna dieta sprawiła, że czułam się lekko, ale niekoniecznie zdrowo. Mimo urozmaiconego jadłospisu – jadłam duże ilości warzyw, owoców, kasz, orzechów, pestek i wszystkiego innego, co zaleca się wegetarianom, by dostarczać organizmowi odpowiednich ilości substancji odżywczych. Niestety, w moim przypadku dieta okazała się niewłaściwą – regularne badania krwi pokazały, że wegetarianizm, mimo szczerych chęci, nie jest dla mnie.

Nie jestem jednak przypadkiem odosobnionym. Znajomej, która przeszła na wegetarianizm, wypadła połowa włosów, kolega po fachu wpadł w anemię i osiwiał. Coraz częściej osoby w moim otoczeniu, które deklarowały 100% dietę roślinną zaczęły łamać się. Piszę o tym nie dlatego, by zniechęcić Was do zaprzestania jedzenia mięsa, ale ku przestrodze, żebyście nie myśleli, że dieta roślinna nie jest prostym  doświadczeniem. Nie wystarczy przestać jeść mięso, warto wykonywać regularnie, co pół roku badania krwi i ustalić swój jadłospis z dietetykiem.

Znam osoby, które od kilkunastu lat nie jedzą mięsa i są okazami zdrowia, ale znam też takie, którym dieta roślinna nie służy. Przekonałam się też, że w temacie wegetarianizmu opinie lekarzy są różne, co jeden, to inna – jedni twierdzą, że człowiek nie jest mięsożercą, inni, jak moja pani hematolog, że absolutnie tak. I bądź tu mądry! Jest jeszcze teoria o grupach krwi, która mówi, że osoby z grupą krwi 0 i B potrzebują mięsa, by żyć, ponieważ ich organizm nie jest w stanie samodzielnie wytworzyć pewnych niezbędnych białek z pożywienia, składającego się wyłącznie z produktów roślinnych, co prowadzi do zaburzenia pracy wielu organów.

Pij mleko będziesz zdrowsza?

Kolejnym punktem piramidy, który mi się nie podoba jest zalecenie spożywania co najmniej 2 dużych szklanek mleka, które można zastąpić jogurtem, kefirem i częściowo serem. Wielka szkoda, że twórcy piramidy nie pomyśleli o tym, że wiele osób ma nietolerancję laktozy. Nie od dziś również wiadomo, że produkty mleczne zakwaszają organizm, co jest przyczyną wielu chorób, więc i tu należałoby stosować umiar. Dużo mówi się o tym, że paradoksalnie produkty mleczne spożywane w dużych ilościach obciążają organizm przyczyniając się też do powstawania osteoporozy. Inną sprawą jest fakt, że mleko kupowane w supermarketach nie ma niczego wspólnego ze świeżym mlekiem od zdrowych krów, żyjących na wolności, w naturalnym środowisku, gdzie zwierzętom nie podaje się hormonów zwiększających produkcję mleka na skalę przemysłową. Dodajmy do tego jeszcze, że wraz z wiekiem człowieka zmniejsza się przyswajalność mleka krowiego, więc źródeł wapnia należałoby szukać również gdzie indziej. Właśnie tej informacji o roślinnych alternatywach mi brakuje. Nie można też nie wspomnieć o zawartej w mleku kazeinie, której dr Campbell, prowadzący najdłuższe badania w historii ludzkości, bo 40-letnie wykazuje, że kazeina, czyli białko mleczne, wpływa na rozwój nowotworów, podczas gdy białko roślinne nie. Książkę warto przeczytać, można kupić ją w Empiku.

Co więc jeść, by być zdrowym i dłużej żyć?

Ja coraz bardziej skłaniam się do teorii umiaru i dostosowania diety do indywidualnych potrzeb. Wniosek jest taki, że co dla jednej osoby jest zdrowe i pożywne, innej może szkodzić. Przecież nie ma dwóch takich samych osób, każdy z nas ma inne predyspozycje, dolegliwości, uwarunkowania genetyczne. Często organizm sam podpowiada nam, czego mu brakuje lub odwrotnie, co mu nie służy. Na pewno macie takie doświadczenia? U mnie był to np. sok z aloesu, po którym notorycznie bolał mnie brzuch. Cieszę się  że nowa piramida żywienia 2016 podkreśla, jak ważnym aspektem jest oparcie diety na warzywach i owocach. Ale też warto pamiętać, że jakość tych produktów powinna być najwyższa. Niestety warzywa i owoce z supermarketu nie są okazami zdrowia – sztucznie nawożone, zawierające często szkodliwe dla nas substancje. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby spożywać produkty z upraw ekologicznych, które mają więcej minerałów i witamin, a poza tym smakują dużo lepiej. Problem w tym, że są one dużo droższe. Choć cieszy fakt, że wraz z rozwojem przemysłu eko ceny zaczynają być coraz bardziej konkurencyjne. Np. jarmuż, który kupuję w sklepie Organic jest tylko o 2 zł droższy niż jarmuż kupowany w supermarkecie. Warto więc sprawdzać i porównywać ceny, szukać lokalnych dostawców (kiedyś koleżanka polecała mi zakupy Odrolnika.pl, warto sprawdzić) lub jeśli ma się możliwości samemu hodować warzywa, owoce i zioła. O własnym ogródku marzę od dawna, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zrealizować to marzenie… 🙂

Reasumując, jak żyć zdrowo? Oto 10 zasad, których się trzymam:

1. Warzywa i owoce – spożywam jak najczęściej i w jak największych ilościach.

2. Woda – piję co najmniej 1,5 l dziennie.

3. Aktywność fizyczna – jeśli nie mam czasu na 45-minutowy trening, to co najmniej 20 minutowy codzienny marsz jest świetnym zastępstwem.

4. Produkty pełnoziarniste i oleje roślinne – wprowadziłam do menu kasze; jaglaną, gryczaną, komosę ryżową, amarantus oraz orzechy, pestki i oleje (obecnie piję 1 łyżkę oleju lnianego dziennie, polecam też olej z czarnuszki). Białe pieczywo dawno zastąpiłam pełnoziarnistymi produktami na naturalnym zakwasie z lokalnych piekarni – polecam też chleb jaglany, amarantusowy czy orkiszowy.

5. Jem kiszonki – niedoceniane, naturalne probiotyki. Oczyszczają organizm i wzmacniają system odpornościowy.

6. Jak najmniej cukru i słodyczy – przyznaję, czasem skuszę się na deser poobiedni czy czekoladę, ale staram się mocno, by nie przesadzać. Fantastycznym zamiennikiem czekolady jest surowe ziarno kakaowca – mocno polecam.

7. Mięso i ryby – są dodatkiem do diety, nie podstawą. Spożywam w niewielkich ilościach produkty dopasowane do mojej grupy krwi. Nie kupuję mięsa, ani ryb w supermarkecie.

8. Zioła i lecznicze przyprawy – ważny punkt w codziennej diecie. Piję czystek, miętę, pokrzywę, napój kurkumowo-imbirowy, nie pamiętam, kiedy chorowałam na grypę czy byłam przeziębiona. Jeśli nawet, zioła szybka stawiają na nogi.

9. Mleko – nie jestem fanką mleka odzwierzęcego, po prostu nigdy mi nie służyło. Zamiennie piję mleko kokosowe, ryżowe i migdałowe. Świetnym źródłem wapnia są m.in. warzywa liściaste i rośliny strączkowe.

10. Suplementacja – od jesieni do wiosny uzupełniam niedobory witaminy D, ostatnio dodałam do tego pełne spektrum kwasów Omega oraz tabletki z wyciągiem z kurkumy.

A jakie są Wasze doświadczenia i nawyki żywieniowe? Co sądzicie o nowej piramidzie żywienia 2016

  • Piramida żywieniowa na której opierałam się w ostatnich dwóch latach, u podstawy, zaraz po aktywności fizycznej miała produkty pełnoziarniste i oleje roślinne, dopiero trzeci stopień zajmowały warzywa i owoce. Nie do końca mi to odpowiadało dlatego cieszę się, że ta kolejność została wreszcie zamieniona. Teraz i ja będę z niej korzystała 🙂 Jeżeli chodzi o spożycie mięsa. to również uważam że jednak jest potrzebne. Pomijam oczywiście względy ideologiczne i światopoglądowe. Tutaj należałoby się raczej skupić na wyborze lekkostrawnego i łatwo przyswajalnego białka zwierzęcego, na jego odpowiednim przygotowaniu i proporcjach. Ponieważ nie jest tajemnicą, że oprócz wielu cennych właściwości, mięso zakwasza organizm, powinno się też zadbać o właściwe odkwaszanie/alkalizowanie organizmu. I tutaj właśnie duża porcja warzyw jest jak najbardziej wskazana, do tego woda z cytryną a zamiast zwykłego cukru, cukier brzozowy/ksylitol., który ma ewidentne działanie odkwaszające. Z produktami mlecznymi z kolei jest tak, że podobno połowa społeczeństwa ma nietolerancję na białko-kazeina lub cukier-laktoza. Jeżeli mamy nietolerancję na białko, to produkty mleczne rzeczywiście nie są dla nas. Jeżeli problem dotyczy laktozy, to jak najbardziej możemy spożywać produkty mleczne fermentowane unikając słodkiego mleka. Pisałam o tym w Microclimacie i zainteresowanych zapraszam do poczytania http://microclimat.pl/szczuplym-i-zdrowym-byc-nabial/ . I tak jak piszesz Gosiu, przede wszystkim, każdy musi słuchać swojego organizmu, bo on naprawdę wiele nam mówi 🙂

    • Aniu, no właśnie, z jednej strony szkodzi, z drugiej potrzebne jest do życia, niektórym. Na pewno szkodzi w nadmiarze oraz kiedy jest niewłaściwie przygotowane, nie mówię już o przetworzonych produktach, bo to już w ogóle jest dramat. Ale myślę, że dzięki tej piramidzie wiele osób przestawi swoje myślenie, a mięso będzie już tylko dodatkiem, nie podstawą. Podobnie z mlekiem – duża ilość to zabójstwo, a utarło się, że mleko jest zdrowe i niektórym nie można przetłumaczyć, że jest inaczej.
      Aniu, dziękuję za link, chętnie przeczytam! A konkluzja Twoja jak zawsze trafna 🙂

  • osobiście nie korzystam z żadnych książek, zasad, zbioru reguł ani diet, słucham swojego organizmu i starszych stażem wegetarian i wegan. Od prawie 3 lat wegetarianka, od stycznia 100% vegan, wcześniej tylko okazyjnie jadłam ser czy słodycze zawierające mleko/jaja. Poprawiło mi się zdrowie, nie choruję, pozbyłam się zaburzeń odżywiania, wreszcie przestały mi wypadać włosy, wzmocniły się paznokcie – to zasługa spożywania łyżki świeżo zmielonego lnu codziennie rano. Oprócz tego nauczyłam się lubić gotować, wciąż poznaję nowe smaki, połączenia, przyprawy. Weganizm czy wegetarianizm nie polega wyłącznie na zrezygnowaniu z mięsa i jedzeniu ziemniaków z surówką, niektórzy o tym zapominają. Jednak dla mnie względy etyczne stały się dużo ważniejsze od mojego zdrowia – gdyby pojawiły się u mnie jakieś dolegliwości, najpierw postarałabym się na wszelkie sposoby im zapobiec by nie krzywdzić zwierząt.
    Jednak szanuję taką postawę jak Twoja – to, że przyznałaś po prostu, że dieta wege nie jest dla Ciebie, zamiast brnąć w jakieś dziwne argumenty typu ‘ludzie od zawsze jedli mięso’ i ‘przecież po coś mamy kły’ 🙂

    • Karolina, nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę, że dieta wege Ci służy. Ja nadal nie jadłabym mięsa, gdyby nie problemy zdrowotne. Kto wie, może kiedyś jeszcze spróbuję. Ale najpierw trzeba być zdrowym.
      Ale dzięki temu, że zmieniłam swoje nawyki żywieniowe, wciąż jem dużo warzyw, owoców, kasze i wszelkie inne dobroci, które nauczyłam się jeść będąc na diecie wege. Regularnie chodzę do wegańskich knajpek i też jak Ty uwielbiam poznawać nowe smaki. A co do lnu, to też jadałam, a teraz piję olej lniany, wcześniej piłam z czarnuszki i też rewelacyjnie działał na włosy.
      Oczywiście, jestem świadoma, uważam, że każdy powinien przeczytać książkę Campbella i że zwierzęta nie powinny być jedzone, nie powinny cierpieć. Ale wiem też, że każdy ma inny organizm i powinien indywidualnie dostosować dietę do swoich potrzeb. A jeśli zdecyduje się przejść na wegetarianizm/weganizm, niech robi to z głową, bo tak jak piszesz, nie wystarczy przestać jeść mięso. Ja wybrałam się do dietetyka, który pomógł mi zrozumieć, jak powinien wyglądać mój jadłospis. Teraz wcale się aż tak diametralnie nie zmienił 🙂

  • Świetny wpis! Świadome żywienie nie polega na ślepym kierowaniem się tym, co dyktują aktualne trendy, a dostrajanie diety do swoich potrzeb – tak jak pisałaś o zapotrzebowaniu na mięso czy problemem z przyswajaniem laktozy w nabiale. U mnie rok 2016 ma być rokiem przełomu właśnie w kategorii odżywiania – przede wszystkim zniwelowanie jedzenia śmieciowego w diecie, częstsze i bardziej regularne spożywanie posiłków, mniej tłuszczu, mniej słodyczy, więcej warzyw, owoców i ryb. Do tego staram się zrezygnować z kawy na rzecz yerby, ale miłość do kofeiny na razie wygrywa 😉

  • Anita Barbara

    Masz rację, warzywa i owoce z własnego ogródka są nieporównywalnie lepsze od tych z supermarketu. Odkąd mam do nich dostęp, dzięki uprzejmości bratowej i brata, to aż mi się tęskni zimą za pomidorem z ogródka. I sałatą o delikatnych liściach, bo nie podsypywaną chemią. Mleka prosto od krowy chętnie bym spróbowała (przynajmniej do kawy), ale na wsi z tym ciężko. Co do piramidy, to minimalizuję w swojej diecie produkty odzwierzęce, ale z nich nie rezygnuję. Wegeterianką byłam przez trzy lata. Wystarczy, żeby poczuć, że to nie dla mnie. A Twój blog Gosiu to kopalnia cennej wiedzy, z której chętnie korzystam. Ku zdrowiu 🙂 Napoju z kurkumy muszę spróbować, bo do potraw też nie lubię jej używać 🙂

  • Kasia Poni

    super post….owoce najlepiej jesc tylko rano,zyc bez miesa moga tylko osoby ktòre maja grupe krwi A.Najwiekszym naszym wrogiem(duzo choròb) to nabial,gluten(makaron,chleb,torty,ciastka,pizza,krakersy,grissini ..i.t.d),cukier,slodycze(cukierki,gumy do zucia,zelki) i za duzo owocòw…..Aloes nie jest dobry dla grupy 0