Wild Rose Sleeping Facial – skóra jak płatek róży?

Jest lepszy niż krem na noc i jakakolwiek maska. Kiedy śpisz, On działa. A rano budzisz się z piękną, wypoczętą, młodszą skórą. Magia? Nie. Tylko krem-maska Wild Rose Advanced Repair Sleeping Facial marki Korres.

Przyznam, że na początku byłam sceptycznie nastawiona do tego produktu, dlatego najpierw przetestowałam jego mini wersję w tubce (można kupić w Sephorze). Ale już po kilku nocach i porankach z niedowierzaniem przyglądałam się w lustrze mojej skórze, która wyraźnie zmieniała się z dnia na dzień.

Co obiecuje producent?

O marce Korres pisałam już sporo przy okazji rewolucyjnego kremu na dzień z kwercetyną na pierwsze zmarszczki. To greckie kosmetyki naturalne, które podbiły serca i skóry kobiet na całym świecie. Wiele dobrego czytałam i słyszałam o serii Wild Rose, której krem nawilżający Wild Rose 24-Hour Moisturising and Brightening Cream jest najlepiej sprzedającym się produktem marki w historii firmy, od którego wszystko się zaczęło. Nocna maska jest uzupełnieniem intensywnej kuracji opartej na wyciągu z dzikiej róży, mającej na celu poprawić teksturę skóry (na tym najbardziej mi zależało), rozjaśnić cerę i odmłodzić. 

A jak z efektami?

Najfajniejszym efektem o poranku, kiedy przeglądam się w lustrze jest widoczne rozjaśnienie i rozświetlenie skóry, dzięki olejkowi z dzikiej róży oraz stabilizowanej witaminie C.  Rozjaśniają się przebarwienia, znikają drobne krostki i podrażnienia. Skóra wygląda jak po dobrym zabiegu u kosmetyczki i dobrze przespanej nocy (nawet jeśli taka nie była). Kolejnym plusem jest wyrównanie kolorytu i zmiana struktury skóry, która jest odświeżona i odmłodzona, a także ujędrniona, dzięki działaniu kwasu hialuronowego w połączeniu z wyciągiem z aloesu i olejkiem jojoba, które zwiększają syntezę kolagenu. Podobno 97% kobiet zauważyło zmianę tekstury skóry już po pierwszej aplikacji. Rzeczywiście tak jest. Ale coraz lepsze efekty widzi się z każdym kolejnym dniem.

korres wild rose sleeping facial

Na początku myślałam, że wypróbuję mini wersję i pewnie nie zrobi ona na mojej skórze większego wrażenia. Po skończeniu mini-tubki sięgnęłam po pełnowymiarowe opakowanie w słoiczku, od którego jestem uzależniona. Bardzo lubię też gęstą konsystencję masła, która przyjemnie otula skórę i pięknie pachnie jak świeże płatki róży, ale nie jest to intensywny, zatykający nos zapach, a delikatny, esencjonalny aromat, z którym przyjemnie się zasypia. Co istotne – Wild Rose Advanced Repair Sleeping Facial składa się w 95% z naturalnych składników, nie zawiera parabenów, olei mineralnych, silikonu. Nie jest testowany na zwierzętach.

Jeśli szukacie dobrego kremu na noc, bazującego na naturalnych komponentach i chcecie, by Wasza skóra wyglądała na wyspaną i odmłodzoną każdego poranka, z czystym sumieniem polecam Wam przetestować próbkę tego genialnego produktu. Dostaniecie ją w Sephorze. Ale uwaga, bo Wild Rose uzależnia! 🙂

A może znacie już serię Wild Rose? Używałyście innych produktów Korres?

korres wild rose sleeping facial_3

  • Paulina Jóźwiak

    I olejek z róży, i jojoba, i kwas hialuronowy i aloes świetnie działają na skórę (żel aloesowy testowałam właśnie na poparzonej słońcem skórze – rewelacja!), ale ja jakoś wolę je w wersji olejków i żeli niż kremów. A co najważniejsze, także świetnie się spisują. Chociaż krem z takimi składnikami także jest godny uwagi.

    • Dokładnie tak 🙂 A razem dają bardzo fajny efekt. Ja też bardzo lubię naturalne olejki i czasem używam ich jako uzupełnienie, ale niestety przy mojej wrażliwej skórze muszę uważać na mieszanie kosmetyków. W moim przypadku im mniej, tym więcej, bo inaczej skóra się buntuje 🙂
      A masz rację, że aloes jest świetny na poparzenia. Pamiętam jak raz kosmetyczka poparzyła mi nogi woskiem (to było moje pierwsze i ostatnie woskowanie w życiu) i od razu nałożyła żel aloesowy. Kiedy byłam młodsza pamiętam też jak babcia smarowała sobie skórę świeżym miąższem z aloesu, więc na pewno coś w nim jest 🙂

      • Paulina Jóźwiak

        Dokładnie, bo przed godziną właśnie zrobiłam to samo i wysmarowałam się kleistą mazią z aloesu! 😉

        • No widzisz! 🙂 W takim razie i ja muszę wziąć zaszczepkę aloesu od babci, zasadzić i też zacząć się smarować. Dzięki, że mi o tym przypomniałaś 🙂

          • Paulina Jóźwiak

            Nie ma za co! Ja dowiedziałam się o tym sposobie raptem tydzień temu, gdzie w sklepie z produktami aloesowymi zrobiono nam pokaz o właściwościach tej rośliny. Ma w swoim składzie substancję, która przyspiesza gojenie ran, a dorosły człowiek jej już prawie nie produkuje. Żel aloesowy świetnie zadziałał na poparzenia, więc liczę na to, że maź zadziała na krostkę 😉

          • No właśnie niby taki aloes, który wszyscy znamy, a często zapominamy o jego rewelacyjnym działaniu. Miałam też kiedyś fajny balsam do ciała, który kupiłam w Hiszpanii właśnie z 99% aloesu, świetnie nawilżał i odświeżał skórę. W ogóle aloes ma piękny zapach! Nadaje się też do picia, często widuje się w aptekach. A na krostkę pewnie podziała 🙂 Ma właściwości łagodzące, więc na pewno nie zaszkodzi 🙂

          • Paulina Jóźwiak

            Mam nadzieję 😉 Ja żel i aloes również przywiozłam z Hiszpanii, a tam aloesu na ulicach w bród!

          • Bo tam tych produktów jest dość sporo, pewnie też ze względu na to, że mają z czego produkować, tak jak piszesz, aloesy rosną tam wszędzie i są ogromne 🙂 W końcu mają idealne warunki do wzrostu 🙂

  • Przyznam, że mnie zaciekawiłaś. Zastanawiam się tylko jak ten krem zadziała na moją ultrawrażliwą skórę. Dotychczas z racji na ciągłe podrażnienia decydowałam się na apteczne kremy ale ten wyjątkowo zaczął mnie teraz kusić 🙂

    • Ja mam super wrażliwą skórę, potrafią mi nawet niespasować apteczne specyfiki. Ale odkąd przerzuciłam się na kosmetyki bazujące na naturalnych komponentach nigdy nie miałam uczulenia. Mogę polecić te marki, które używam od dawna – Stenders, Clochee, Bodyshop (seria Organics) i od jakiegoś czasu dołączył Korres zupełnie przez przypadek, bo poleciła mi go na fanpage’u Czytelniczka. Najpierw wzięłam próbki z Sephory, potem mini opakowania, a teraz już pełnowartościowe produkty. I też bałam się, że mnie uczuli Wild Rose, bo wcześniej uczuały zawsze kremy z wyciągiem z róży czy hydrolat różany, który kupiłam na Biochemii Urody. Ale moja skóra ani drgnie 🙂 Najlepiej wziąć darmową próbkę, potem kolejną i zobaczyć jak skóra reaguje 🙂 Moja jak wyczuje choć odrobinę za dużo chemii, to się buntuje…

  • Słyszałam o Kores, ale jak dotąd nie zdecydowałam się na żaden kosmetyk. Uwielbiam wszelkiego rodzaju kosmetyki różaną. Od mojego pobytu w Indiach, codziennie używam wody różanej do pielęgnacji cery. Teraz zdecydowanie nadszedł czas na krem. Zwłaszcza, że Twój opis Wild Roses zdecydowanie kusi.

    • Ja używałam wody różanej, ale niestety ta, którą miałam mocno mnie uczuliła i powodowała ból głowy. Mogłabyś mi polecić, gdzie kupić dobrą wodę różaną? 🙂
      A Kores to ogólnie bardzo fajna marka, więc warto wziąć kilka próbek i potestować 🙂

  • miałam kiedyś z Korresa masełko do ust z dzikiej róży (tak mi się wydaje) pachniało obłędnie, starczyło na bardzo długo, a to było dosć małe pudełeczko i oczywiscie super spełniło swoje zadanie – stosowałam je zawsze, gdy tylko poczułam, że mam spierzchnięte usta, aż z czasem się do niego tak przyzwyczaiłam, że używałam niemal co chwilę 😀

    dlatego wierzę CI na 1000% Gosiu skoro polecasz ten krem – własnie mi się kończy mój na noc więc wybiorę się po próbkę, a jesli się sprawdzi sięgnę po pełnowartosciowy produkt. 😀

  • Monika RZ

    Gosiu dziękuję za polecenie tej serii 🙂 Świetna jest ta seria Wild Rose 🙂 Używasz jej nadal ? Przydałby się wpis o Twojej codziennej pielęgnacji np. FODT, bo skórę masz naprawdę WSPANIAŁĄ 🙂

    • Monika, używam nadal 🙂 Zwłaszcza kremu nawilżającego na dzień Wild Rose na zmianę z kremem Korres z kwercytyną. Są niezastąpione 🙂 Ostatnio dostałam też sporo próbek innych Korresowych kremów, ale jeszcze nie miałam okazji ich przetestować 🙂
      Robię właśnie wpis o moich hitach kosmetycznych roku, więc na pewno będzie i o Korresie 🙂
      Dziękuję!

      • Monika RZ

        A co ze Stendres i Clochee ? 🙂

        • Stenders mi się skończył jakiś czas temu, więc używam tego co mam jeszcze 🙂 Clochee używam kremu na noc oraz serum na dzień odżywczego, a na noc pod krem serum z kwasem hialuronowym. Tylko co drugi dzień, bo używam jeszcze retinolu na noc 🙂