Marta Guzowska: “Chętnie poflirtowałabym z Mario”! [Wywiad]

Dlaczego kryminał? Skąd zamiłowanie do tego gatunku literackiego?

Bardzo lubię kryminały czytać, stąd już prosta droga do ich pisania. Ale jako pisarkę kręci mnie fakt, że w kryminale narzucone są pewne reguły opowiadania. Nie mogę pójść na żywioł, muszę zawiązać akcję, podrzucić mylne tropy i w wiarygodny sposób rozwiązać zagadkę, a także ukarać (lub nie, ale wtedy muszę to uzasadnić) przestępcę. Jestem osobą, na którą pozytywnie działają wyzwania, a określone ramy kompozycyjne powieści są właśnie takim wyzwaniem.

Jak to się stało, że Pani archeolog wzięła się za pisanie kryminalnych powieści?

To nie od archeologii się zaczęło, tylko od przyjścia na świat moich dzieci. Jak mawiała amerykańska pisarka horrorów i mistrzyni Stephena Kinga Shirley Jackson (cytuję z pamięci): „kiedy człowiek ma dzieci, właściwie cały czas ma ochotę kogoś zamordować” (Shirley Jackson miała czworo dzieci). Uznałam, że lepiej będzie mordować na papierze 🙂 Poza tym narodziny mojego syna i przymusowa przerwa „macierzyńska” były dobrym okresem na próbę wyobrażenia sobie powieści, bo jak wiadomo praca przy niemowlęciu jest wyczerpująca, ale nudna. Próbowałam ubarwić sobie ten czas wymyślaniem historii. A potem już samo poszło…

Na kim wzorowana jest osobowość Mario Ybla? Czy ma jakiś pierwowzór w świecie rzeczywistym? Czy może jest on czysto fikcyjnym bohaterem?

Niestety, a może na szczęście, nie znam nikogo takiego jak Mario. Niestety, bo chętnie bym z takim facetem poflirtowała 🙂 Na szczęście, bo myślę, że ciężko się z takim żyje i pracuje. Czasem myślę, że Mario jest moim alter ego, kimś, kto spełnia moje skryte marzenia mówienia tego, na co mam ochotę i nieliczenia się z konwenansami. Ale do takiego alter ego też trochę wstyd się przyznać…

Pani książka jest niesamowicie wciągająca, trzyma w napięciu do ostatnich kartek. Czytając ją, myślałam o tym, jak ciężko jest skonstruować tak spójną i wielowątkową akcję. Jak długo pracowała Pani nad powieścią?

Jedna powieść to średnio półtora roku, ale nie samego pisania, także zbierania materiałów, rozmyślań nad nimi, jałowych godzin, kiedy udaję, że pracuję, a tak naprawdę siedzę na Facebooku :-). Zawsze zaczynam od znalezienia wątku archeologicznego: w „Ofierze Polikseny” to były właśnie mity Polikseny, córki króla Priama, w „Głowie Niobe” – rzeźby z nieborowskiej kolekcji, a we „Wszystkich ludziach przez cały czas” – autentyczne odkrycie na stanowisku Anemospilia na Krecie, gdzie w epoce brązu prawdopodobnie złożono ofiarę z człowieka. Kiedy już wiem, jaki będzie archeologiczny element książki, zabieram się za „zaludnianie” powieści, tworzę jej bohaterów. A kiedy to już mam gotowe, mnogość wątków mam jak w banku, bo każdą z postaci wnosi do powieści swoje problemy, zatargi, urazy…

Czy już podczas tworzenia konspektu książki, wiedziała Pani, jakie będzie rozwiązanie głównej zagadki? Czy może było kilka zakończeń, nad którymi Pani myślała, zanim dobrnęła do końca rebusu? Zdradzi Pani inne, alternatywne, równie prawdopodobne zakończenie? Kto inny mógł jeszcze zabić? I jaki mógłby mieć motyw?

Marta Guzowska Wszyscy ludzie przez caly czasNie, ja nigdy nie wiem z góry jakie będzie rozwiązanie zagadki. Albo może inaczej: samo końcowe rozwiązanie znam od początku, ale nigdy nie wiem, jak do niego dojść. Moja praca nad powieścią wygląda zazwyczaj tak: kiedy mam już miejsce akcji i głównych bohaterów, próbuję napisać tzw. drabinkę, czyli po prostu rozpisać akcję w punktach. Udaje mi się to zazwyczaj do połowy. Później nie jestem w stanie nic więcej wymyślić, więc siadam i piszę tekst. Potem znowu dochodzę do punktu, w którym akcja się nie klei, więc wracam do drabinki, koryguję to, co powstało do tej pory i próbuję przewidzieć akcję na kilka kolejnych kroków do przodu. I tak na przemian; od razu też zakładam sobie plik o nazwie „dopisać” i wstawiam tam w punktach rzeczy, która muszą pojawić się w tekście, a o których zapomniałam. A potem jeszcze długo to wszystko redaguję. Absolutnie nie należę do autorów, którzy potrafią postawić kropkę nad „i” i wysłać tekst do redakcji. Właściwie często porównuję tworzenie moich książek do budowy ciała ludzkiego. Najpierw powstaje szkielet. Potem obrasta mięśniami i różnymi organami. A potem obciągam go skórą: szlifuję język i motywacje bohaterów, żeby to ładnie wyglądało 🙂 Ale pod skórą wszystko też musi perfekcyjnie działać. Dlatego nie mogę zdradzić innego, alternatywnego zakończenia, nie ma go. To tak, jakby Pani prosiła o przedstawienie prawidłowo działającego szkieletu człowieka o trzech nogach 🙂

Czy jako autorki, nie denerwuje Panią nieporadność głównego bohatera? Owszem, jest świetnym antropologiem, najlepszym z najlepszych, ma przenikliwy umysł, seksowny jest fakt, że jest arogancki i cyniczny, a przy tym cholernie inteligentny. Te cechy kręcą kobiety. Ale na miłość boską, dlaczego jest takim ciamajdą? Ciągle się przewraca, nie potrafi dać w twarz swojemu przyjacielowi, kiedy okazuje się, że ten uknuł niezłą intrygę i wykorzystał go, by wybić się zawodowo. Na każdym kroku potyka się, a kiedy trzeba walczyć jak mężczyzna np. na komisariacie, kiedy Michalis bez pardonu oświadcza, że ma zamiar go zabić, ten siedzi spokojnie i czeka na rozwój wypadków. Totalna ofiara losu… Nie do wiary!

Chyba pokutuje tu fakt, że jest to facet stworzony przez kobietę 🙂 Ja po prostu nie wyobrażam sobie, że można rozwiązać problem waląc kogoś prawym sierpowym (Mario jest zdecydowanie praworęczny).
Ale w zachowaniu Maria jest też coś głębszego. On jest mocny w gębie, ale jego cynizm jest starannie pielęgnowaną skorupą, a pod spodem kryją się pokłady wrażliwości, których on sam nie lubi i chętnie zepchnąłby je głęboko w podświadomość. Mario próbuje odciąć się od świata murem głupich dowcipów i kąśliwych uwag, ale nie potrafi się przed tym światem obronić. Myślę, że gdyby był prawdziwym iron manem, nie lubiłabym go tak bardzo. Podobnie jak wielu Czytelników…

Obraz wykopalisk jest daleki od ideału – intrygi, kłótnie, romanse, brud, brak pieniędzy… Czy obraz środowiska archeologów, który Pani przedstawia, to odwzorowanie rzeczywistości?

Pewnie w takim samym stopniu, w jakim thrillery medyczne odzwierciedlają pracę lekarzy. Wiadomo, że pisarz, a zwłaszcza pisarz kryminałów, które przecież są opowieścią o grzechu, nie może opisać pracy na wykopaliskach w skali jeden do jednego, bo czytelnik by się zanudził. Pokazuję więc wszystko pod bardzo silnym szkłem powiększającym, czasem nawet pod mikroskopem. Ale emocje są prawdziwe, bo one zawsze są prawdziwe.

Który z bohaterów przysporzył Pani najwięcej problemów? I jakich?

Mam swój sposób na bohaterów: zanim zabieram się do pisania powieści, tworzę ich bardzo szczegółową charakterystykę. Zaczynam od tego jak wyglądają i w co się ubierają, potem opisuję ich najbardziej charakterystyczne cechy, typowe zachowania… Czasem nawet przeprowadzam z nimi wywiad: zadaję im pytania i każę odpowiedzieć. Wszystko po to, żeby usłyszeć ich własny głos, żeby naprawdę dobrze ich poznać. Po takiej „obróbce” zazwyczaj nie sprawiają mi już kłopotów, bo dobrze ich znam, wiem, czego się po nich spodziewać, i jak zareagują w konkretnej sytuacji. Bardzo wiele przyjemności sprawiło mi konstruowanie bohaterów najnowszej powieści „Wszyscy ludzie przez cały czas”, bo to niezwykle barwne typy: władcza pani efor Eleftheria Galanaki, która trzęsie wykopaliskami, podejrzliwy, jednooki policjant Michalis i jego chory psychicznie brat Petros… Takich ludzi wystarczy postawić koło siebie, i od razu zaczyna się dziać. I nieodmiennie lubię kumpla Maria Roberta, który wcześniej pojawił się w „Ofierze Polikseny”, chociaż to szemrany typ 🙂 Robert nie wróci w powieści, którą piszę w tej chwili, ale może w następnej?

Zakończenie pozostawia wiele niedomówień, zwłaszcza w kwestii związku Poli i Mario. Czy to znaczy, że to nie koniec przygód naszego genialnego antropologa?

Absolutnie nie! W tej chwili pracuje nad kolejną powieścią z cyklu, w której Mario będzie walczył z wampirami, a Pola również odegra znaczącą rolę. Planuję również część piątą, której akcja będzie się działa w Jerozolimie, a Mario zmierzy się z… kanibalami. I to na razie będzie koniec, bo mam ochotę na nowy cykl, z nowym głównym bohaterem. Ale nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do Maria wrócę.

Jakie książki czyta Pani na co dzień?

W tej chwili przygotowuję się do napisania thrillera, w którym jednym ze znaczących wątków będzie motyw wirusa grypy hiszpanki. Czytam więc wszystko na ten temat i ostatnio udało mi się nawet odbyć całkiem fachową dyskusję z lekarzem. A kiedy nie mam „lektur obowiązkowych” czytam dobre kryminały, powieści tureckie, izraelskie i amerykańskie oraz– z rzadka – romanse, ale tylko autorstwa Agnieszki Krawczyk, bo przy nich śmieję się na głos, a to dziś rzadkość.

A czym zajmuje się Pani poza pisaniem?

Ma Pani na myśli: poza pisaniem powieści, poza pisaniem artykułów popularnonaukowych, które ciągle są podstawą moich zarobków, poza pisaniem tekstów do publikacji archeologicznych, poza wychowywaniem dzieci, prowadzaniem strony internetowej zbrodniczesiostrzyczki.pl i czytaniem? Niestety, moja doba też ma tylko 24 godziny… Natomiast gdyby miała gdzieś tak z 36 godzin… czytałabym więcej książek i pisałabym więcej książek. Te dwie rzeczy zdecydowanie lubię robić najbardziej. No, może czasem poleżałabym godzinkę w wannie z pianą…

Jak odpoczywa Marta Guzowska po kolejnym debiucie powieści?

Ha, ha! Kiedy wróciłam do domu po intensywnym tygodniu promocji i wywiadów, musiałam od razu zająć się odgruzowywaniem mieszkania, w którym przez tydzień urzędowali mój partner i dwójka naszych dzieci. Ale myślę, że dla pisarza taka proza codzienności to zdrowy wentyl bezpieczeństwa: mało kto uwierzy, że jest genialnym twórcą, jeśli ma dwa wielkie kosze prania i wszystkie podłogi (plus wannę) do umycia. Poza tym gonią mnie terminy oddania kolejnych tekstów, więc na razie nie odpoczywam.
Ale kiedy już wywiążę się ze wszystkich obowiązków, pojadę na Kretę. Zaszyję się na tydzień gdzieś w górach, odwiedzę wykopaliska znajomych, poszukam kilku stanowisk archeologicznych, o których mało kto wie, a które już od dawna chce zobaczyć. Wieczorami pójdę raz czy dwa na koncert któregoś z kreteńskich pieśniarzy, obowiązkowo w tawernie w jakiejś górskiej wiosce. I wrócę jak nowa!

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej książki?

Mario powróci mniej więcej za rok. Muszę oddać gotowy tekst do wydawnictwa przed wakacjami, więc termin wydania późną wiosną 2016 jest realny.

Dziękuję za rozmowę.

*Zapraszam też do przeczytania mojej recenzji ostatniej powieści Marty Guzowskiej, “Wszyscy ludzie przez cały czas”. Zobaczcie, dlaczego warto sięgnąć po jeden z najlepszych polskich kryminałów.

  • Sam Dżons

    „Kiedy człowiek ma dzieci, właściwie cały czas ma ochotę kogoś zamordować” – hahaha, Gosiu, uwielbiam Cię. Swietny cytat i bardzo mądry wywiad.

    Pozdrawiam, 🙂

    ps. aż mam ochotę zabrać się do lektury tej ksiażki.

    • Sam Dżons, cytat w sam raz skrojony dla Ciebie 😉 Myślę, że może Ci się spodobać! 🙂
      x