GB|blog

GB|blog

ETERNIDAD - DUŻE OKULARY DLA MĘŻCZYZN

image

Skąd pomysł na oversizowe okulary dla mężczyzn?

Oprawki ETERNIDAD powstały w efekcie poszukiwań idealnych męskich okularów. Na rynku, nie tylko polskim, ale i światowym, brakuje okularów, które spełniałyby wymagania mężczyzn o niestandardowych wymiarach głowy. Większość okularów powstaje w jednym rozmiarze, który nie każdemu pasuje. Odpowiedzią na te problemy jest ETERNIDAD.

Czytaj dalej

Comments

NIEMODNE POLKI: NIE PLANOWAŁYŚMY BAWIĆ SIĘ W “MODOWĄ POLICJĘ” CZY “STRAŻ BLOGOSFERY”

Patrząc na Wasz blog, jego sposób funkcjonowania i czytając Waszą twórczość, mam wrażenie, że skądś znam autorki Niemodnych Polek. Mimo że przedstawiacie się jako grupa niezwiązanych z branżą dziewczyn, jest szansa, że spotykamy się podczas pokazów czy eventów modowych, może nawet jesteśmy bliższymi znajomymi? Mam świadomość tego, że ani nie zaprzeczycie, ani nie potwierdzicie tych przypuszczeń, ale właśnie fakt anonimowości osób stojących za Niemodnymi Polkami jest wg mnie w dużej mierze magnesem dla czytelników. Wzbudzacie niepokój i respekt, u innych nienawiść i zainteresowanie, ale przede wszystkim żonglujecie ironią i bawicie poczuciem humoru. Czy uważacie, że to, co robicie w jakiś sposób ma wpływ na blogosferę modową i postaci, których działania komentujecie?

Możemy z całą pewnością powiedzieć, że absolutnie niemożliwe abyśmy się kiedykolwiek z Tobą spotkały na jakimkolwiek pokazie czy evencie. Jesteśmy grupką przypadkowych dziewczyn, które połączył jeden temat.  Zawiązałyśmy małą Niemodną Redakcję, na początku w kilkanaście osób, które nigdy się osobiście nie poznały. Teraz już jest nas mniej, a na blogu, asku i Facebooku udzielamy się właściwie tylko w pięć. Ale na pewno nic nie łączy nas z branżą, nie bywamy na eventach ani pokazach, jesteśmy kompletnie niezwiązane z modowym światkiem. Nigdy w życiu nie powiedziałybyśmy, że będziemy wzbudzać, czy też wzbudzamy niepokój czy respekt, bo nie taki był cel naszego bloga. A czy mamy wpływ na blogosferę? Chyba nieszczególnie. To znaczy, widzimy, że gdy coś obśmiewamy szczególnie mocno, lub gdy jakaś dyskusja dzieje się u nas na asku, to czasami pewne blogerki reagują - usuwają jakieś posty, wpisy na Facebooku czy też odwrotnie, piszą coś jakby mimochodem na poruszany przez nas temat. Ale nie uważamy, abyśmy zmieniły coś w blogosferze na lepsze, ani dotychczas, ani w przyszłości.

Zapytam wprost - po co powstały Niemodne Polki? I dalej, co chcecie osiągnąć?

To miała być zabawa. Nie planowałyśmy bawić się w “modową policję” czy “straż blogosfery”, ani też podbijać to podwórko, po prostu chciałyśmy zrobić śmieszny blog, przedrzeźniający sztywne i poważne aż do przesady dziewczyny, które chyba zapomniały skąd i kim są. Z czasem okazało się, że to było potrzebne choćby po to, by poruszać kwestię tego, co niedobrego dzieje się w blogosferze i dać miejsce na wolne wypowiedzi czytelnikom innych blogów, na których zapadła nagle cenzura. Nie mamy żadnych sprecyzowanych planów, nie chcemy osiągnąć niczego konkretnego tym blogiem, może poza tym, że chcemy być miejscem, w którym można szczerze, bez obawy o nadmierną moderację, powymieniać opinie na temat blogów i blogerek oraz poznać nasze zdanie. Oczywiście chamstwa i wulgaryzmów nie tolerujemy, ale poza tym można swobodnie wyrażać swoje zdanie na Niemodnych Polkach. 

"…na pewno jesteśmy brzydkie, grube i zakompleksione i nie mamy w życiu niczego oprócz tego hejtu na Bogu ducha winne blogerki"

Ciężko jest zadawać pytania, jeśli nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie klawiatury. Ale wyobrażam sobie Was/Ciebie trochę jak bohaterkę “Dziewczyn”, czyli Hannah, graną przez Lenę Dunham - błyskotliwą, inteligentną, szukającą w życiu właściwych dróg, mającą swój styl, ale bardzo odległy od tego, co prezentują blogerki goniące za trendami. Czy jestem blisko?

Jeśli powiemy, że tak, to zaraz pewnie posypią się gromy na nas, że gdybyśmy naprawdę takie były to nie ukrywałybyśmy swoich twarzy i nie występowałybyśmy anonimowo, a że ukrywamy, to na pewno jesteśmy brzydkie, grube i zakompleksione i nie mamy w życiu niczego oprócz tego hejtu na Bogu ducha winne blogerki. Tak naprawdę każda z nas ma życie osobiste, pracę, robimy w życiu to co lubimy i jakoś się spełniamy, a Niemodne to taka kompletnie abstrakcyjna odskocznia, której absolutnie nie wiążemy z naszymi prywatnymi ani zawodowymi sprawami. Nie każdy ma ten sam cel w życiu, nie każdy blog musi służyć do zarobku i nie każda autorka bloga musi być celebrytką.

Wpisy na blogu pojawiają się dość często. Skąd tyle determinacji przy prowadzeniu Niemodnych Polek?

To ciekawe, bo część naszych czytelników narzeka, że się obijamy i wpisów jest zbyt mało. Po prostu lubimy to robić i nie zmuszamy się jakoś specjalnie, nie musimy się motywować, zawsze znajdzie się jakiś temat czy też przyjdzie pora na cykliczny wpis (Kocie Oko, Miss Outfitów czy też Miłość na blogersko). Nie zawsze dodajemy je regularnie, ponieważ nie gonią nas żadne terminy czy zlecenia, ale staramy się robić to kilka razy w miesiącu. Oczywiście zdarza się, że nie mamy czasu, ale o tym też na ogół uprzedzamy czytelników.

"Śmiejemy się z zupełnie czego innego - nieudolności w pisaniu prostych tekstów, brakach w wiedzy przy jednoczesnym udawaniu ekspertek"

Czym najbardziej można Wam podpaść?

Szeroko pojętą głupotą. Od razu chcemy zaznaczyć, że nie uważamy zainteresowania modą i blogowania o modzie za głupotę, to hobby jak każde inne, pod warunkiem, że jeśli płatne i traktowane jako praca to jest wykonywane rzetelnie. Nie śmiejemy się z dziewczyn, że piszą o modzie, śmiejemy się z zupełnie czego innego - nieudolności w pisaniu prostych tekstów, brakach w wiedzy przy jednoczesnym udawaniu ekspertek, ciągłych reklam (co ciekawe, coraz częściej zakamuflowanych, udających “posty informacyjne”), udawania, że coś się nie stało i kasowania niewygodnych postów, nieszanowania czytelników (czasami mamy wrażenie, że blogerki mają swoich czytelników za idiotów) no i z tej cudownej nagłej zamiany blogów modowych w lifestyle’owe, które są tak nudne i puste, że dziwi nas, że ktoś w ogóle to czyta. Blogerkom  najwyraźniej wydaje się, że jeśli usuną coś z bloga, to nigdy się to nie zdarzyło. Błąd. Czytelnicy nie są głupi i wychwytują w mig każde oszustwo i naciąganie prawdy.

Wiemy, że w dzisiejszych czasach krytyka innych to najłatwiejszy sposób na zdobycie popularności, czytelników, uznania, poklasku. Internauci są żądni krwi i u Was tę krew dostają. Ale z lektury Waszego bloga wnioskuję, że nie są to podszyte nienawiścią emocje, nie znajdziemy tam krzywdzących i naruszających dobra osobiste informacji, a raczej subiektywne opinie, które stanowią krzywe odbicie modowej blogosfery. W gruncie rzeczy sumienie Was chyba nie gryzie?

Nie, nie jest tak, że kogoś nienawidzimy czy też wyjątkowo mocno nie lubimy, w gruncie rzeczy te dziewczyny jako osoby są nam zwyczajnie obojętne. Śmiejemy się z blogosfery jako zjawiska, które one tworzą i przez to im się obrywa, ale nie interesuje nas ich życie prywatne i nie grzebiemy po internecie w poszukiwaniu niepublikowanych newsów na ich temat. Nie siedzimy z lupą, analizując każde zdjęcie pod kątem użytego bądź nie Photoshopa. Zatem nie sądzimy, że mamy coś szczególnie nieprzyjemnego na sumieniu. Opisujemy to, co każdy człowiek może zobaczyć gołym okiem, wystarczy trochę obiektywizmu, a nie zapatrzenia w blog jak w obrazek.

"Wiele z nich nie ma pojęcia o prawdziwej modzie, nie potrafi się naprawdę dobrze ubrać (metki znanych projektantów nie załatwiają sprawy gustu), ale jakimś cudem odgrywają ekspertki, nie tylko na swoich blogach, ale są też zapraszane do telewizji czy na pokazy"

Jakie są wg Was najgorsze grzechy, które popełniają blogerki?

Mniej więcej to, co wymieniłyśmy powyżej, jako szeroko pojęta głupota. Wiele z nich nie ma pojęcia o prawdziwej modzie, nie potrafi się naprawdę dobrze ubrać (metki znanych projektantów nie załatwiają sprawy gustu), ale jakimś cudem odgrywają ekspertki, nie tylko na swoich blogach, ale są też zapraszane do telewizji czy na pokazy. Następnie polszczyzna (mamy na myśli podstawy, które są niezbędne w napisaniu pracy dyplomowej!). Styl wypowiedzi (pisanej i mówionej) niejednokrotnie woła o pomstę do nieba. Zdajemy sobie sprawę z faktu, że my też nie piszemy idealnie, ale wydaje nam się, że i tak jesteśmy daleko przed niektórymi top blogerkami. Potem chyba są reklamy, zwłaszcza te zakamuflowane lub te, które kompletnie nie pasują do profilu bloga. Swoją drogą to chyba główny powód nagłego nawrócenia się na lifestyle - więcej różnorodnych reklam i więcej wpływów do kieszeni. I ogólnie taki infantylizm, który przebija się przez te blogi. Czasem trudno uwierzyć, że część autorek to studentki lub wręcz absolwentki szkół wyższych, czyli jakby nie patrzeć, młode dziewczyny, próbujące uchodzić za kobiety sukcesu. Dziwi nas, że ktoś w ogóle je traktuje poważnie, jak one same siebie tak nie traktują, a znaczna część odbiorców blogów to chyba gimnazjum i liceum. I ostatnia rzecz to brak szacunku do czytelników. Niektórym blogerkom wydaje się, że częste dodawanie postów i wpisów na portalach społecznościowych to wyraz troski czy tez dbania o swoich fanów. Zapominają, że ludzi nie można traktować jak idiotów, że te osoby często znają ich blogi bardzo dobrze i w takich wypadkach kasowanie postów i wypieranie się, że pewne zdarzenia kiedykolwiek miały miejsce, jest właśnie robieniem idiotów ze swoich czytelników, z których posiadania, jakby nie patrzeć, mają dochód. Można tu jeszcze dodać traktowanie z góry, kłamstwa, które często da się łatwo zweryfikować. To na pewno nie jest szacunek, nie traktuje się tak ludzi, którzy zapewniają blogowi wyświetlenia i popularność, a co za tym idzie, fakt, że blogerka ma z czego żyć. 

Medialne szaleństwo wokół blogerek wydaje się nie mieć końca. Do czego Waszym zdaniem doprowadzi nas ta “moda”?

Trudno powiedzieć, ale wydaje nam się, że w internecie wszystko relatywnie szybko się zmienia. Czasami to szybko trwa kilka tygodni, czasami kilka miesięcy czy lat, więc podejrzewamy, że i moda na blogerki w końcu minie. Blogi pewnie pozostaną, w takiej czy innej formie, ale fani i fanki dorosną i niekoniecznie będzie im po drodze z tymi samymi “guru” co dotychczas. Media też zajmą się czymś innym, co aktualnie będzie promowane i szum dookoła blogosfery w takiej postaci jaka jest dziś pewnie ucichnie. Ale sądzimy, że wyewoluuje to w coś nowego. Popularność, zwłaszcza zdobyta przez te “dziewczyny z sąsiedztwa”, jest zbyt łakomym kąskiem, a jak widać, w internecie gwiazdą może być każdy.

"Osobną kwestią przy okazji jest to, że reklamodawcy czy dziennikarze tak bezkrytycznie patrzą na te magiczne numerki, które rzekomo świadczą o popularności, czyli liczniki odwiedzin"

Nie ważne co piszą, ważne, by nie przekręcali nazwiska, znamy tę sentencję, którą stosują dziś z powodzeniem celebryci. Czy nie macie wrażenia, że fakt przedstawiania pewnych zjawisk i publikacje prezentujące blogerki, w pewnym stopniu wpływają na podbicie ich popularności? Czy efektem ubocznym Waszych działań nie jest promocja obśmiewanych przez Was osób?

Ale dokładnie tak jest, co jeszcze bardziej nas bawi. Dziwne jest to, że im kompletnie nie przeszkadza, że są znane również z bycia śmiesznymi, pewnie zrzucają to na karb bycia tak wielkimi gwiazdami, że doczekały się swoich zazdrosnych antyfanek. Nam to nie przeszkadza jakoś szczególnie, że napędzamy im odwiedziny czy zwiększamy popularność, bo jak wspominałyśmy wcześniej, zdajemy sobie sprawę z tego, że świata nie zmienimy. Poza tym, my nie traktujemy blogosfery śmiertelnie poważnie, nam nikt chleba nie odbiera. Śmiać się będziemy dalej, tak długo, jak będą na to zasługiwać lub tak długo, jak będzie nam się chciało w to bawić. 

Osobną kwestią przy okazji jest to, że reklamodawcy czy dziennikarze tak bezkrytycznie patrzą na te magiczne numerki, które rzekomo świadczą o popularności, czyli liczniki odwiedzin. Mamy wrażenie, że większość firm czy dziennikarzy rozmawiających z blogerkami jest tak zaaferowana tym faktem, że jakaś dziewczyna ma ileś unikalnych odsłon dziennie, że tak naprawdę nie widzą, co jest na tym blogu. Potem blogerka reklamuje samochód i drogie kosmetyki, które przecież kompletnie nie trafiają do jej czytelników. Bo jak przeciętna gimnazjalistką, licealistka czy studentka ma wydać kilkaset złotych miesięcznie na nowy secik od Chanel albo na nowy model auta? Gdzie jest logika w takich reklamach? I czy taka poważna firma naprawdę chce być kojarzona z dziewczyną, która nawet nie potrafi napisać porządnie posta reklamowego? Dlaczego dziennikarze w śniadaniówkach czy podczas wywiadów skaczą dookoła tych blogerek jakby rozmawiali z ósmym cudem świata? Dlaczego nikt na przykład nie poprawił Karoliny, która w wywiadzie kilkakrotnie rozmnożyła “Paprockich i Brzozowskich”, ale wciąż dyskutuje się z nią jako znawczynią i ekspertką? Dziennikarka była nieprzygotowana, nie znała tematu czy też było jej to kompletnie obojętne, że osoba, która udziela wywiadu, plecie bzdury? Dlaczego nikt publicznie nie pokaże blogerskiej niekompetencji, może oprócz Filipa Chajzera? Gdzie jest rzetelność przekazywanych informacji? To dopiero ciekawostka.

Ostatnio rozmawiałam z pewnym dość wpływowym jegomościem w branży mody ze Stanów, którego zapytałam czy tam również blogerzy wynoszeni są na piedestał i uznawani za wpływowych. Zaśmiał się i odpowiedział, że nie interesuje się blogerami modowymi, bo większość z nich jest “durna” i żenujące jest to, w jak ostentacyjny sposób chwalą się giftami, które otrzymują od marek i projektantów. Chodziło mu raczej o sposób przekazywania informacji, aniżeli sam fakt prezentacji giftów. Wygląda na to, że Polska pod tym względem to światowy fenomen, często hołubimy osoby, które wyróżnia jedynie ilość lajków na Facebooku. Co sądzicie o tej sytuacji?

Jeśli to prawda, to szalenie nam się to podoba. Od jakiegoś czasu mamy wrażenie, że blogerki są w stanie pochwalić się dosłownie wszystkim, byleby tylko im odpowiednio dużo zapłacić, więc ich opinia staje się jakby kompletnie nieistotna. Coraz mniej jest osób naprawdę wiarygodnych i szczerych, coraz więcej “słupów reklamowych” zarówno na blogach jak i na vlogach, zwłaszcza kosmetycznych, a powoli już właściwie lifestyle’owych. Dziś już nie wiadomo, czy blogerka reklamuje dany kosmetyk, bo jej się naprawdę podoba czy dlatego, bo dostała niezłe wynagrodzenie, oczywiście uważamy, że to drugie. Kosmetyk może jej się podobać, to swoją droga, ale chyba jedynie jako marka współgrająca z “luksusowym” profilem bloga. 

Które blogerki najbardziej Wam podpadły i dlaczego?

Wiadomo, kto jest naszą ulubienicą. Kwintesencja tego, co w blogosferze najgorsze, czyli Karolina z Charlize Mystery. Ona właściwie wszystko robi tak, że ciężko ją polubić, spełnia właściwie wszystkie kryteria blogerki, która nam podpada. Naprawdę miałaby bardzo dobry blog, gdyby zatrzymała się na stylizacjach i zdjęciach, bo to robi nieźle. Podoba nam się to co robi od strony estetycznej i wizualnej. Problem zaczyna się w momencie, kiedy pisze post lub się odzywa, bo wtedy wychodzą na jaw jej niekompetencje. 

Podobnie Fashionelka, która jednak ma tę przewagę nad Karoliną, że przynajmniej szczerze pisze (a na pewno w przeszłości pisała), że bierze udział w kampanii reklamowej. Poza tym nie mamy pojęcia, co dziewczyny widzą w tym blogu. Eliza staje się ekspertką od wszystkiego: ślubów, psów rasowych, psychologii (o której sama powiedziała, że właściwie nie interesuje jej praca w zawodzie), kuchni i odchudzania, absurdów zagranicznych itp. Podobno jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. 

Czy zdarzy się, że dla odmiany zaczniecie pisać pozytywnie o osobach z blogosfery, które na to naprawdę zasługują? W Internecie jest sporo krytyki, nienawiści, to napędza statystyki. Pozytywne rzeczy często są kompletnie pomijane, bo nikogo nie interesują. Może warto również im poświęcić trochę energii?

Czasami, gdy wydarzy się coś wartego wzmianki, piszemy o tym, jednak rzadko poświęcamy temu cały post. Możliwe, że kiedyś pozytywnych postów będzie więcej, niemniej obecnie nie mamy konkretnych planów z tym związanych. Wiadomo, że dużo łatwiej się hejtuje ;)

Od czasu do czasu staramy się też nagłaśniać aferki. Wiadomo, że jeżeli w grę wchodzą np. pieniądze lub oszustwo, to sprawą powinna zająć się policja, ale jeśli w blogosferze wydarzy się coś wartego opisania i ostrzeżenia innych, to piszemy o takich sprawach. 

Macie całkiem sporą liczbę czytelników, która stale rośnie. Nie myślałyście o tym, by zmonetyzować ten sukces? 

Nie mamy takiej potrzeby. Oznaczałoby to zapewne, że musiałybyśmy poświęcić na prowadzenie Niemodnych Polek o wiele więcej czasu, co raczej nie wchodzi w rachubę. Mamy pełnoetatowe prace, nie chcemy zamieniać hobby na źródło dochodów. Poza tym chciałybyśmy zachować profil bloga jako tego z idealnym miejscem na brak reklamy.

Formuła Niemodnych Polek jest świetna, ale zamyka się w pewnych ramach. Czy myślałyście o poszerzeniu tematyki?

Od pewnego czasu piszemy również o vlogerkach kosmetycznych. Odkąd blogerki modowe przebranżowiły się na lifestyle, zahaczamy także o ten temat. Nie zastanawiałyśmy się jeszcze, co mogłoby być rozszerzeniem tematyki, ale jednocześnie spójną kontynuacją, ale jeśli blogosfera zacznie ewoluować, pewnie pojawią się i inne tematy do poruszenia.

Dla odmiany, czy możecie wymienić blogerki/blogerów, których cenicie i dlaczego?

Fat Cat: Ja mam pewne wahania nastroju, jeśli chodzi o Macademian. Trudno mi powiedzieć o niej coś pozytywnego, bo docierają do mnie różne komentarze, że nie jest lepsza, milsza czy sympatyczniejsza niż inne blogerki. Poza tym nie interesuje mnie jej osoba. Natomiast muszę przyznać, że przez długi czas lubiłam oglądać jej blog dla samych zdjęć. Są ładne, widać, że robione przez profesjonalistę, a i sama Macademian wydaje się idealnie przygotowana. Z czasem zaczęło mnie to nudzić, bo miałam wrażenie, że Tamara się pogubiła, zaczęła się coraz bardziej przebierać, byle by było dziwaczniej, bardziej kontrowersyjnie. Ale jeśli miałabym założyć, że jej blog jest tylko kreacją, sztuką, zabawą, to już odchodząc od tego, jaka jest jako blogerka, powiedziałabym, że do mnie przemawia i kupuję to w takiej formie. Swego czasu lubiłam też zaglądać do Jemerced, ale też raczej w poszukiwaniu ładnych obrazków i fajnych ciuszków (nie licząc przekombinowanych stylizacji) niż dla niej samej. 

Fafritz fafery: Obecnie stwierdzam, że istnieją jedynie trzy blogi modowe, które cenię:

http://birdscloset.blogspot.com

Za wyczucie smaku, normalność i sukienkę w jarzębinę.

http://uglierfriend.blogspot.com

Za przepiękne stylizacje, ciekawie napisane historie i boskie zdjęcia.

http://sannas-land-of-illusion.blogspot.com/

Za ciepło, prostotę, minimalizm i promowanie nieznanych polskich marek.

Jak polska blogosfera będzie wyglądać za kilka lat? Myślicie, że Niemodne Polki będą wciąż istnieć?

Nie mamy pojęcia. Tak naprawdę, może się zdarzyć wszystko: zwyczajnie się wypalimy i postów będzie coraz mniej, albo pojawią się nowe wyzwania w naszym życiu, jak również możliwe jest, że będziemy działać jeszcze długo. Nie stawiamy sobie konkretnych celów, nie zakładamy, ze podziałamy jeszcze X lat, to nie biznesplan, to tylko takie hobby. Może blogosfera ewoluuje w coś pozytywnego i Niemodne nie będą potrzebne - to takie pobożne życzenie ;)

Dziękuję za rozmowę.
Zainteresowanych zapraszam na blog Niemodnepolki.blogspot.com

Comments

SMALL TALK: TOBIASZ KUJAWA/FREESTYLEVOGUING

Zapraszam na rozmowę z Tobiaszem Kujawą, autorem bloga Freestylevoguing.com.

M.in. o blaskach i cieniach modowej blogosfery, niedociągnięciach polskich projektantów, kompleksach, byciu na świeczniku, fenomenie bloga Freestylevoguing i o tym, dlaczego wiele osób obawia się jego opinii. 

Druga część wywiadu poniżej.

Za pomoc przy realizacji materiału dziękuję SONY POLSKA.

Za udostępnienie przestrzeni do nagrania dziękuję: Kas KrystButikowi Młodych Polskich Projektantów.

Comments

SMALL TALK WYCHODZI Z INTERNETU na Polfash Bramee

image

Już 5 i 6 kwietnia w Gdańsku odbędą się Targi młodej polskiej mody -  POLISH FASHION BRAND MEETING. W spotkaniu wezmą udział młodzi polscy projektanci i polskie marki streetowe.

Przyjdź, posłuchaj, przymierz, kup.

Po raz pierwszy w Polsce powstanie niezwykła instalacja artystyczna:
miasteczko modowe zaprojektowane w klimacie industrialnym, które pozwoli na unikalną prezentację polskich marek i projektantów.
W sercu wydarzenia pojawi się strefa „Small Talk”, gdzie osobiście przybliżę Wam sylwetki osób stojących za polskimi markami.
A w przypadku She/s a Riot będzie to już moje drugie small talkowe spotkanie z Eweliną Kustrą!

Bardzo cieszę się, że zostałam zaproszona do tego projektu, bo po raz pierwszy "Small Talk" wychodzi z Internetu, a oprócz zakupów na nowy sezon będzie można posłuchać na żywo wywiadów z projektantami i włączyć się do dyskusji, a tematów będzie sporo!:)

W wydarzeniu weźmie udział 20 wyselekcjonowanych polskich marek modowych, które zaprezentują swoje kolekcje na
wiosnę i lato. Większość z nich po raz pierwszy będzie można zobaczyć w Trójmieście.

Polfash Bramee jest pierwszym wydarzeniem w północnej Polsce łączącym zakupy z wiedzą, które odbędzie się w galerii handlowej. 
Marki, która wezmą udział w Polfash Bramee to między innymi:
Risk made in Warsaw, My tshirt dress, Madox Design, Numer, Keyce, Mumu, Staff By Maff, U+, Illesta, Joccos, Unikke Design, She/s a Riot i inni.

SAVE THE DATE: 5 i 6 kwietnia 2014 
Miejsce: Galeria Bałtycka - poziom 1, Gdańsk

Zapraszam!

Comments

ORSAY TRENDY WIOSNA 2014



Ramoneska / spodnie / torebka wybrane z wiosenno-leteniej kolekcji ORSAY

Comments

MOLIERA 2

Ostatnio wybrałam się na prezentację prasową wiosennych kolekcji do butiku Moliera 2. Jak zwykle tego typu eventy to również pretekst do spotkania znajomych z branży, z którymi widuję się bardzo rzadko ze względu na mocno wirtualny charakter mojej pracy;)

I tak rozmawiam z jednym kolegą, redaktorem mody w magazynie kobiecym, który pyta z zaciekawieniem:
No, słyszałem, że u Ciebie duże zmiany się szykują? 
- Jakie zmiany? 
Pytam zaintrygowana.
- A to w takim razie plotki, jeśli sama nie wiesz…
- Ale no jakie zmiany? Ciągnę go za język ciekawa ploteczek.
- Mówi się, że przechodzisz do druku…

Mocno zdziwiła mnie taka informacja, bo ostatnie, o czym pomyślałabym teraz to przejście… gdziekolwiek. Od ponad roku nie jestem związana z żadną korporacją, nie mam nad sobą szefa i pracuję tylko dla siebie, rozwijam nowe projekty, pielęgnuję te dobrze działające i choć doba cały czas jest za krótka cieszę się, że nie muszę być zawodowo od nikogo zależna. To naprawdę wielki komfort, że z pracy mogę zwolnić się jedynie sama ;) To tyle, jeśli chodzi o sprostowania :)

Wracając do Moliera 2, warto zajrzeć tam w poszukiwaniu designerskich perełek, zwłaszcza obłędnych butów i torebek od Louboutina i Valentino. Hitem jest też kolekcja Isabel Marant, w tym charakterystyczne sukienki boho, które jak zwykle zachwycają francuską nonszalancją. Dodatkowo od maja w butiku będą dostępne ubrania Kenzo i kultowe bluzy z tygrysem, a na drugim piętrze salonu Pl. Trzech Krzyży 3/4 zadebiutuje Luxury Baby Corners, czyli pierwsza w Polsce przestrzeń dedykowana wyłącznie kolekcjom dziecięcym m.in. Dior, Dolce&Gabbana, Ralph Lauren, Moncler.

Comments

Paper ships - nowy hit Poli Pospieszalskiej

Po krótkiej przerwie na rynek muzyczny powraca Pola Pospieszalska z utworem “Paper Ships”, na który długo czekałam.

Jeśli śledzicie mojego bloga to pewnie wiecie, że jestem wielką fanką Poli - poznałyśmy się kilka lat temu podczas London Fashion Week, gdzie Pola śpiewała podczas eventu inauguracyjnego. Od tamtej pory uważnie obserwuję rozwój jej kariery. Bo Pola to nie tylko utalentowana piosenkarka, ale też współzałożycielka charytatywnej grupy K-9 Angels, ratującej bezdomne psy z całej Europy, działającej prężnie w Wielkiej Brytanii. Była też gościem mojego "Small Talk" wraz z Ianem Zieringiem.

Wracając do tajemniczych “Paper ships”, nie sposób wyrazić słowami emocji, które wywołuje ta produkcja. Pola od pierwszych sekund utworu zaskakuje barwą głosu, niezwykle lirycznym brzmieniem, który w moim przypadku zadziałał hipnotyzująco, wkradając się do najgłębszych zakamarków duszy i ciała i wybrzmiewając melodią, której nie da się zapomnieć. Do tego dochodzą doznania wizualne i historia przedstawiona w teledysku, którą każdy pewnie zinterpretuje na swój sposób.

To piosenka o kończeniu się miłości i o próbie jej wskrzeszania - bez bólu się nie obejdzie - powiedziała mi Pola, kiedy zapytałam ją o jej przekaz.
I czasem zdarza się cud, związki wracają do życia. To o tym, że im bliżej się z kimś jest, tym bardziej może boleć.

"Paper ships" to nowa jakość brzmienia w Twoim wydaniu. Takiej Poli jeszcze nie słyszałam…

Muzycznie zawsze interesowały mnie ciemniejsze, bardziej rockowe brzmienia, ale też uwielbiam połączenie muzyki klasycznej z nowoczesną, stąd orkiestrowe aranże smyczków. Na nowej płycie będę właśnie szła w tym kierunku.

Teledysk jest dość mocny - magia, zmartwychwstanie, figurka Matki Boskiej, z której oczu płyną łzy krwi, kogut… To wszystko bardzo niepokoi, a jednocześnie fascynuje. Nie obawiasz się, że użycie symboli religijnych może być różnie odebrane?

Każdy kto będzie uważał, że wykorzystanie wizerunku Matki Boskiej dla sztuki jest niewłaściwe powinien przejść się do najbliższej galerii sztuki. Bo było nas wielu ;)

Najbliższe plany?

W tej chwili pracuję nad nowym kawałkiem z Andym Summersem z grupy The Police oraz z Johnem Altmanem.

Paper Ships grały już stacje BBC i Amazing Radio. Muzykę i słowa napisała Pola i Anne Wu, a aranżacje wykonał światowej sławy kompozytor, John Altman, który współpracował m.in. z Jimim Hendrixem, Erikiem Claptonem czy Philem Collinsem. Teledysk do utworu wyreżyserował Maciej Michalski.

Comments

SMALL TALK: Kulisy sesji z Pierwszą Damą: “Czuję się nieubrana bez kolczyków”

Jedni lansują się w śniadaniówkach, innym powierza się zadanie stylizowania Pierwszej Damy RP, jeszcze inni produkują “Small Talk”, żeby pokazać osiągnięcia tych drugich. 

Marcina Brylskiego znam od wielu lat. Po raz pierwszy nasze drogi skrzyżowały się w jednym z portali modowych, do którego rekrutowałam dziennikarzy. Potem spotykaliśmy się przy okazji kilku projektów. Zawsze grzeczny, uczynny, stroniący od błysku fleszy. Za to profesjonalista w każdym calu. Dziś pisze dla natemat.pl i jako freelancer współpracuje m.in. z magazynami mody, stylizując znane osoby i sesje modowe. Wg mnie jest jednym z najlepszych specjalistów w branży.

Podczas rozmowy ze mną, która odbyła się w Khaki Showroom zdradził kulisy swojej współpracy z Anną Komorowską. W końcu nie każdy ma możliwość i zaszczyt ubierać Panią Prezydentową!

Brawo Marcin!

PS. Już wczoraj ukazał się styczniowy numer magazynu “Zwierciadło”, w którym możecie zobaczyć całą sesję Pani Prezydentowej.

Comments

„Jest Pan za dobry i nie możemy Pana zatrudnić, ponieważ nie chcemy czuć konkurencji…” Mateusz Suda ostro o rynku pracy.

image

Przepełniony marzeniami i ideałami. Tworzy, choć nie zarabia. Mało zdolny - pomyślicie? Nic bardziej mylnego. Ilustrator, grafik, projektant - tak w skrócie można określić ten multi-talent. Jego umiejętności doceniają ludzie z branży mody w Polsce i za granicą.  Czego brakuje Mateuszowi Sudzie? Jako reprezentant pokolenia dwudziestokilkuletnich pracujących za darmo, ma wiele do powiedzenia.

Jesteś jednym z najzdolniejszych młodych twórców, jakich znam, a wciąż szukasz pracy. Co jest nie tak z naszym rynkiem?

SUDA: Sam często zadaję sobie to pytanie. Przez pewien czas myślałem nawet, że może ze mną jest coś nie tak, skoro nie mogę dostać pracy w wyuczonym zawodzie. Wkrótce jednak okazało się, że żyjemy w świecie, w którym firmy zatrudniają ludzi na okres próbny za najniższą stawkę, wysysają i wypluwają. Zdobycie upragnionego stanowiska w moim zawodzie jest naprawdę trudne. Konkurencja jest silna, a na domiar złego nie brakuje osób psujących rynek, które wykonają, wprawdzie marnej jakości, ale jednak pracę za przysłowiową bułkę z masłem. Mimo to szukam i nie zamierzam się poddać! W chwilach zwątpienia przypominam sobie rozmowę kwalifikacyjną, podczas której usłyszałem: „jest Pan za dobry i nie możemy Pana zatrudnić, ponieważ nie chcemy czuć konkurencji…”. Liczę, że w końcu znajdzie się ktoś, kto zainwestuje w mój potencjał i nie będzie widział we mnie rywala, a sojusznika.

Ale przecież komuś takiemu jak Ty, z szerokim wachlarzem umiejętności projektowych, powinno być dziecinnie łatwo zaistnieć?

Gdyby chodziło tylko o umiejętności, to z pewnością byłoby mi łatwiej. Wiesz, że czasem ważniejsze jest szczęście, niż rozum.

Być może wynika to też z hermetyczności tego środowiska? Czy znajomości w branży pomogłyby w zdobyciu intratnych zleceń? 



Znajomości są potrzebne i to nie tylko w branży modowej, ale w ogóle w życiu. Mam zlecenia i jest ich naprawdę dużo, problem polega na tym że 90% z nich to projekty na rzecz artystycznej satysfakcji. Mam dość pracy za darmo. To jest mój zawód, nie tylko hobby.

Pieniądze, to jak zwykle największa blokada dla Twórcy, “mur”, który trudno przebić…

Tak, kwestią jest głównie brak środków finansowych na to, by się rozwijać. Bez etatu nie dostanę kredytu i koło się zamyka.

Dość przygnębiająco kreślisz obraz rynku pracy. Widzisz rozwiązanie tej sytuacji? 

Możliwe, że zrobię to co większość moich rówieśników. Rzucę marzenia i poszukam pracy za granicą. Pomęczę się przez pół roku lub dłużej i oddam całkowicie pracy. Myślę nad tym… ale uciekam wierząc, że uda mi się tu, w sercu kraju.

Czy w związku z powyższym widzisz jednak miejsce dla siebie tu i teraz? 

Moje marzenie to tworzenie filmów do pokazów, współpraca z projektantami i fotografami, domami mody. To jest moja droga i pracuje w tym kierunku, jednak dobrze by było gdybym mógł z tego żyć, a nie tylko czuć satysfakcję artystyczną.

Wróćmy do Twojej pracy. Ilustrator, grafik, projektant - kim właściwie jest Mateusz Suda ?

Przede wszystkim ilustrator. Nie chce ograniczać się tylko do jednej profesji. Nie lubię ograniczeń. Chciałbym rozwijać się w różnych dziedzinach, ale ze świadomością wykonywania ich na jak najwyższym poziomie. Każdy nowy cel w życiu to wyzwanie stawiane samemu sobie. Poszukuję inspiracji do swojej pracy na różnych płaszczyznach. Kocham się rozwijać i uczyć nowych rzeczy. Ostatnio skończyłem kurs tatuażu i tym samym zdobyłem kolejną umiejętność. Krążę wokół szeroko rozumianego designu. Projektuje ubrania, nadruki na ubrania, tapety, pokrowce na iphony itp. Współpracuje z fotografami, projektantami mody, magazynami. Czasami mam możliwość prowadzenia warsztatów i wykładów. Wystawiam także swoje prace na wernisażach. Branding i identyfikacja dla firm. Tworzę instalacje, jak i wizualizacje. Założyłem artystyczny projekt SUDA - marka, która jest efemeryczna. Istnieje momentami i żyje swoim życie. Pomysł narodził się w czasie mojego dyplomu i tworzyłem projekt, gdzie od czasu do czasu produkuje w małych seriach projekty (mini kolekcje). Zabawne jest to, że niektóre rzeczy są czystą fikcją a niektóre realnie istnieją. To taka zabawa z realiami jakie istnieją w naszym kraju. Młoda moda w naszym kraju jest taka właśnie. Dużo młodych i utalentowanych ludzi stara się żyć z projektowania i realizowania marzeń po czym gaśnie, znika. Są i tacy co tylko sieją wokół siebie zabawną wizję wielkiej firmy, a w szafie mają 3 sztuki bluz na sprzedaż, i dodatkowo chodzą w nich na „znanych imprezach”. 

image

imageJakimi technikami posługujesz się tworząc?

Wykorzystuję różne media i staram się łączyć je ze sobą. W większości tworzę projekty techniką cyfrową, ale nie uciekam od tradycyjnych metod. Odręczny rysunek, kolaż, wycinanki, czy akwarele pomagają tworzyć mi obraz, który następnie skanuję. Gotowy materiał obrabiam za pomocą komputera. Staram się urozmaicać swoją pracę, bo szybko się nudzę. Poszukuję nowych technik, które były mi dotąd obce. Jeżeli miałbym jednym słowem opisać to co robię, to powiedziałbym - eksperyment. Ciągle wkraczam na nieznane mi terytoria. Jest to ryzykowne, ale tym samym satysfakcjonujące w momencie, kiedy stworzę w ten sposób coś dobrego.
image

image

Słuchając tego co mówisz i obserwując Twój artystyczny rozwój aż trudno mi uwierzyć w to, że masz tylko 25 lat… Skąd w Tobie taka dojrzałość?

Jest mi niezmiernie miło. Myślę, że powinno mieć to taki wydźwięk: „…już 25 lat i jeszcze nic konkretnego”. Do swej osoby podchodzę zbyt krytycznie – z lekkim dystansem. Wynika to z moich ambicji i chęci dalszego rozwijania się. Cenię sobie profesjonalizm, precyzję, rzetelność i estetykę. Jestem świadomy faktu urodzenia się w czasach, które są kiepskie – może nie tyle kiepskie co trudne do wybicia się i ukazania prawdziwego ‘mnie’. Musiałem od najmłodszych lat pracować ciężko by osiągać sukces w swej profesji. Z drugiej strony, wychowywałem się w rodzinie, gdzie występuje dość spora różnica wieku pomiędzy mną a rodzeństwem. Wsłuchiwałem się w nich, bacznie obserwowałem – może i często kopiowałem niektóre zachowania. Żyłem ich życiem, poniekąd. Myślę, że to miało silny wpływ na to jak postrzegam świat. Świat teraźniejszy – współczesny spektakl, w którym wyścig szczurów odgrywa nadrzędną rolę.

W Polsce mamy modę na modę i mnożących się projektantów. Niewielu jednak wyróżnia się z tej “masy”. Jako specjalista zajmujący się identyfikacją marki, czy możesz powiedzieć czego im brakuje?

Młodzi projektanci zapominają często, że logo to nie jedyny element, który pomoże im wypłynąć na szerokie wody. Ograniczają się do projektu i ewentualnie wizytówek. Następnie rozpoczynają działalność. W skrócie - na początek trzeba wiedzieć, w jakim kierunku będziemy podążać. Mam tutaj na myśli ideologię obranego kierunku. Trzeba być wiernym swojemu stylowi i identyfikacja będzie spójna z projektami, filmami, prezentacją kolekcji i najważniejsze pokazem mody. Mam wrażenie często, że większość firm „ogarnia” szybko program graficzny i projektuje samodzielne logo dając w ten sposobem w twarz dziedzinie projektowania graficznego. Tworzy się wtedy psucie estetyki wizualnej wśród ludzi i następuje przesyt „złego projektowania”. Nie generalizuje tutaj wszystkich, ale mówię o przypadkach, które przyprawiają mnie o mdłości.

Zdarza Ci się współpracować z innymi projektantami?

Tak. Miałem przyjemność współpracować z młodymi projektantami, stawiającymi pierwsze kroki w modzie, jak i z projektantami, którzy mają już ugruntowaną pozycję na rynku. Do ciekawszych współprac mogę zaliczyć projekt R.E.M. Anny Orskiej. Znana projektantka biżuterii zaprosiła mnie i innych artystów do współpracy, czego wynikiem była kolekcja biżuterii z naszymi ilustracjami. Kolejną przygodą była współpraca z Wojtkiem Onakiem, projektantem marki POLYGON i zaprojektowaniem nadruku na koszulkę do pokazu zaprezentowanego na Fashion Week’u w Łodzi. Miałem możliwość stworzenia animacji dla marki Hektor & Karger. Interesującym doświadczeniem było stworzenie filmu/animacji do pokazu Olgi Mieloszyk na Offach w Łodzi. Mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele ciekawych wyzwań. Marzy mi się współpraca przy tworzeniu akcesoriów.

Jako ilustrator często poruszasz ważne społecznie tematy. Czy to jest kierunek w jakim będziesz podążał?

Od samego początku w moich pracach widać fascynację ludźmi. Jesteśmy ciekawym materiałem, trochę tak jak gąbka absorbujemy emocje z otaczającego nas świata, ale każdy z nas inaczej na nie reaguje. Przeżywamy i wyrażamy odczucia. W swoich projektach nie ograniczam się wyłącznie do tematyki społecznej. Jestem fascynatem kontrastu jak i motywu przemijania. Kontrast jest fascynujący i ma wpływ na moje życie. Na przykład nie oglądam horrorów, po prostu boje się ich, ale tworzę mroczne opowieści i animacje. To jest pewna forma arteterapii w moim życiu, tak myślę.

Czy jesteś artystą spełnionym?

Nigdy nie chciałbym doświadczyć spełnienia. Mam wrażenie, że wtedy następuje pustka i koniec dla artysty. Nie masz szans na zaoferowanie światu niczego więcej.

Na swoim fan page’u co rusz publikujesz nowe prace. Widać, że cały czas próbujesz nam coś powiedzieć. Co to jest?

To pewna forma komunikacji niewerbalnej. Wysyłam w świat moją reakcję na to, co mi dał. Staram się przemycić w pracach to, co czuję lub co czułem. Często używam bieli i czerni, ale staram się słodzić tę gorycz chociaż jednym pociągnięciem pędzla zamoczonego w kolorowej farbie. Podobnie się działo z ludźmi, którzy wtykali w szkielet spalonej warszawskiej tęczy żywe kwiaty. Zawsze trzeba mieć nadzieję.

image

imageSkąd czerpiesz inspiracje?

Szybko się nudzę, a moje źródła inspiracji są zmienne: fotografia, film czy aktualne wydarzenia w popkulturze. Jednak największy wpływ ma na mnie muzyka. Słucham jej jak najwięcej, kiedy tylko mogę. Rysuję słuchając muzyki, projektuję słuchając muzyki. Nawet zasypiam w jej towarzystwie.

Masz konkurencję?

Nie wiem, czy konkurencja w tym przypadku to dobre słowo. Z roku na rok widzę coraz więcej ilustratorów, projektantów graficznych. To normalne. Jestem zwolennikiem współpracy. Kocham ludzi i to właśnie oni napędzają mnie do działania. Zdarza mi się brać udział, a nawet prowadzić warsztaty, podczas których dzielę się swoją wiedzą z uczestnikami. Nie tylko współpracuję z innymi projektantami, ale także się z nimi przyjaźnię.

Czy droga zawodowa, którą sobie wybrałeś to trudna droga?

Miałem być ekonomistą, ale „oszukałem przeznaczenie” i wybrałem swoją drogę, choć najprostsza nigdy nie była. To jest walka o kawałek chleba, ale też walka o siebie, swoją suwerenność. Trudno jest godzić się na pomysły klientów, gdy są one sprzeczne z moimi założeniami. Trzeba być ciągle czujnym, bo projektowanie graficzne jest jak moda i co chwilę wkracza nowy trend. Nie ugruntujesz sobie pozycji tylko jedną współpracą, musisz być ciągle aktywny i twórczy, a przede wszystkim pracowity. Trzeba wiedzieć czego się chce i podążać w tym kierunku. Można wybrać łatwiejszą drogę w życiu, iść na staż i parzyć kawę swoim przełożonym, ale to nie jest opcja dla mnie.

Jak oceniasz dziś polską branżę mody? 
Jest kilka osób, którym kibicuję i zawsze czekam na to, by zobaczyć ich kolekcje. Moi faworyci mają zawsze świeże spojrzenie na modę. Wieloma projektami jestem jednak znudzony. Ile można oglądać dresowej tkaniny, basiców, t-shirtów z napisami? Brak kreatywnego zacięcia i odwagi ogranicza. Twórcy mówią - to nie jest na polski rynek - z takim nastawieniem niczym się nie wyróżnią. Trzeba nauczyć nasz naród mody, a nie bycia przewidywalnym. A jak widzę na pokazach nadruki na koszulkach bezczelnie ściągnięte  z internetu (w końcu po co współpracować z grafikiem?) to zadaję sobie pytanie: czy ktoś jest głupi, czy próbuje zrobić głupków z nas?


Gdzie chciałbyś być za 5 lat? Pytam o życie zawodowe.

Pomimo trudności, jakie napotykam na swej drodze – jestem szczęśliwy. Może nie spełniony, ale z całą pewnością szczęśliwy. Mój projekt artystyczny SUDA przekształca się w markę odzieżową. Projektuje kolekcje sezonowo. Marka została pozytywnie odebrana. Tworzę sesje zdjęciowe, realizuje filmy i nadal nie zapominam o bliskiej memu sercu ilustracji. Czuję stabilizacje życiową, wyznaczam kolejne cele i jestem po prostu… szczęśliwy.

Dziękuję za rozmowę.

*Więcej o artyście przeczytacie na stronach:

http://www.mateuszsuda.com
https://www.facebook.com/Mateusz.Suda.llustartions
https://www.facebook.com/sudafashion?fref=ts

Comments

Zień zgrzeszył?

image

To nie był przeciętny pokaz. "Dusiłem się w twórczych ramach. Kościół stał się naturalnym tłem do mojej kolekcji" - Maciej Zień jak zapowiedział w wywiadzie Marcina Brylskiego, tak zrobił. 

Projektant przemówił do nas nowym językiem i świadomie użył dyskusyjnych, jak się okazuje na warunki polskie, środków wyrazu artystycznego, naginając i przekraczając granice hegemonii katolicyzmu. Zerwał z tym co bezpieczne i dozwolone. Czy eksperyment się udał?

Dzień po pokazie tasują się oskarżenia o obrazę religijną z okrzykami zachwytu. Czy Zień zgrzeszył? Marcin Tyszka twierdzi, że modelki wstydzą się udziału w pokazie, na którym sam był obecny. W takim razie dlaczego wyszły na “wybieg”? Żyjemy chyba w wolnym kraju? 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym, że Zień zaprosił nas do kościoła tylko wzruszyłam ramionami. Pewnie dlatego, że nie był to mój pierwszy raz w kościele. Kilka lat temu zostałam zaproszona na finał brytyjskiej edycji konkursu Elite Model Look, który miał miejsce w byłym kościele-obiekcie zaadaptowanym do kulturalnych eventów.

image

image

Fot. Archiwum prywatne 

Dziwiło mnie więc trochę poruszenie znajomych, z drugiej strony rozumiem to przejęcie. Żadnemu z polskich projektantów wcześniej nie udało się pokazać kolekcji w miejscu świętym, o czym dziś pisała już Dorota Wróblewska. Tylko, czy to oznacza, że Zień zapoczątkował wyścig na najbardziej ekstremalne miejsca pokazowe? Znudzeni Soho Factory potrzebujemy skrajnych doznań? Co będzie następne? Podniebny spacer modelek podczas kolacji w przestworzach? A może szpital psychiatryczny lub cmentarz jak sugeruje FreestyleVoguing?

"Kolekcja bez hamulców"

Do widowisk w takim wydaniu nie jesteśmy przyzwyczajeni. Brak opóźnień, deptania sobie po piętach i przedzierania się przez tłumy gości i fotoreporterów skupionych wokół najważniejszej i najświętszej ścianki prasowej, która co prawda stała przed kościołem, ale nie wzbudzała większego zainteresowania. Nie było też obowiązkowej walki o pierwszy rząd, bo takowego nie było. Wszyscy siedzieli jak na typowej mszy, w regularnych kościelnych ławach. Atmosfera była dość podniosła, żeby nie powiedzieć grobowa. I tak przez cały, dwudziestominutowy pokaz, który wielu odebrał mowę. Projektant wyszedł poza wszelkie ramy, które konsekwentnie budował przez wszystkie lata swojej kariery. Nie wiem, czy pokaz w polskim kościele można nazwać rewolucją, z pewnością rewolucyjne okazało się podejście Zienia do mody. Zmiana dotyczyła przede wszystkim kierunku estetycznego. Przyzwyczajeni do romantycznych, seksownych sukien-uniformów ze zdziwieniem przyglądaliśmy się nowemu, futurystycznemu obliczu Zienia. Zadziwiające formy stworzone z nowoczesnych tkanin to przyszłość Laboratorium projektanta - zamiast muślinu zobaczyliśmy mariaż kryształowej organtyny i nylonowej siatki, pojawiły się też kreacje uszyte ze sztywnej, lakierowanej skóry. Innowacyjne konstrukcje i kroje mają być nowym znakiem rozpoznawczym projektanta. Niektórzy nazwali kolekcję bardzo akademicką, inni wpasowywali ją w stylistykę Wanga. Ja zastanawiam się, czy nowonarodzenie Zienia będzie miało swoją kontynuację? Monumentalne, posągowe sylwetki ubrane w minimalistyczne, sterylne ubrania, tak właśnie wyobrażałabym sobie kreacje bohaterek współczesnej “Seksmisji”. 

Tymczasem na medialne zamieszanie odpowiedział właśnie kościół:


image

I pojawia się od razu pytanie, czy pokaz sukien ślubnych byłby czymś mniej kontrowersyjnym niż typowy pokaz mody, który faktycznie się odbył? 

Comments

SMALL TALK: OSCAR MAGNUSON

Serdecznie zapraszam na Small Talk z Oscarem Magnusonem, szwedzkim projektantem luksusowych okularów, niesamowicie zdolnym i, mimo królewskich konotacji (Oscar jest bratankiem króla Szwecji), niezwykle skromnym artystą.

Oprawki Oscar Magnuson to topowa, światowa marka, specjalizująca się w ręcznie wykonywanych oprawkach, z najwyższej jakości włoskiego acetatu Mazzucchelli. W tym przypadku luksus to nie plastikowe okulary z wielkim logo projektanta na zausznikach, a doskonały design bez zbędnych ornamentów. 

Rozmowę dwóch osób, które nie mówią perfekcyjnie po angielsku, ale świetnie się dogadali, nagraliśmy w warszawskim butiku MOKO 61, gdzie oprócz Magnusona znajdziemy propozycje głównych graczy na rynku okularowym jak MYKITA, DITA, Cutler & Gross, ETERNIDAD i wiele innych.

Za pomoc przy nagraniu dziękuję SONY POLSKA i aianetwork.pl

Comments

KOMBINEZON TK MAXX

Co to za cudo? Zdradzisz?! ;) Podczas pobytu na łódzkim tygodniu mody co chwilę słyszałam te pytania. A to za sprawą kombinezonu, który kupiłam kilka tygodni temu w… TK Maxx w Warszawie.

Piękny pastelowy overall ma niebanalny elegancki krój i jest wyjątkowo wygodny. Wykonany z wełny dziewiczej jest niezwykle ciepły, miękki i przyjemny w dotyku, w dodatku nie widać na nim zagnieceń. Można go stylizować na wiele sposobów, w zależności od okazji. Ja postawiłam na wersję sportową - kombinezon przewiązałam czarnym, skórzanym paskiem, do tego włożyłam ciężkie, wygodne buty Maje. Obowiązkowo srebrną torebkę Marc by Marc Jacobs. 

Wiele koleżanek mówi mi, że nie potrafią szukać w TK Maxx lub nie mają cierpliwości. Jak widać opłaca się czasami poszperać między wieszakami, gdzie można znaleźć naprawdę wartościowe perełki prosto z paryskich wybiegów i w rozsądnych cenach! :)

Fot. Piotr Zyznowski

Comments

TELEWIZYJNA ŁAPANKA NA BLOGERÓW

image

Bloger modowy to desperat z parciem na szkło, poszukujący pracy w show biznesie. Wygląda na to, że nasze kochane media wykreowały właśnie taki obraz polskiej blogosfery. Stereotypowe docinki Marcina Tyszki, genialny żart Chajzera, którego potężna siła rażenia dotknęła głównie środowisko blogowe, “obnażając głupotę blogerów”, tysiące newsów i wywiadów z blogerkami w roli głównej zrobiły swoje. Sami jesteśmy sobie winni. “Sami stworzyliśmy tego potwora”, jak napisał Michał Zaczyński w jednym ze swoich felietonów. 

Kim zatem teraz jest bloger modowy i jak jest postrzegany przez innych?

Dziś miałam okazję uzyskać odpowiedź na to ciekawe pytanie, kiedy odebrałam maila z propozycją pojawienia się w jednym z programów telewizyjnych jako uczestniczka walcząca o posadę bookera w agencji modelek ;) Chwileczkę, pomyślałam. Czy ja szukam pracy? Nie przypominam sobie, żebym wysyłała ostatnio gdziekolwiek CV… Okazuje się, że praca znalazła mnie! Przede mną okazja życiowa, z której żal byłoby nie skorzystać. 

Oto oryginalna treść propozycji nie do odrzucenia:

"Kontaktuje się z Pania droga mailowa, poniewaz tylko taki kontakt znajduje sie na Pani blogu.

Po pierwsze chcialabym sie dowiedziec, czy jest Pani z Warszawy badz okolic?

Reprezentuję firme X. Przygotowujemy program dla stacji X - “X”.
Program polega na tym, ze osoba szukajaca pracy (tzw. uczestnik programu) przyjmuje u siebie na kolacji/obiedzie szefa. W kazdym odcinku o stanowisko walcza tylko 3 osoby, wiec konkurencja jest niewielka! Wygrywa ta osoba, która zrobi na szefie najlepsze wrazenie.

W najblizszym odcinku, do którego chcielibysmy Pania zaprosic, mozna dostac prace bookera w agencji modelek X. Szefowa jest m.in. managerka celebrytki X. Praca jest atrakcyjna, ciekawa, otwiera mozliwosc wielu wyjazdów zagranicznych.

Czy bylaby Pani zainteresowana wzieciem udzialu w programie?

Serdecznie prosze o odpowiedz, nawet jesli bylaby ona negatywna.”

Celowo wykasowałam informacje dotyczące nazwy programu, stacji telewizyjnej oraz nazwiska celebrytki i jej menagerki, u której mogłabym podjąć pracę marzeń, bo nie szczegóły są tu istotne, a sposób myślenia Pani, która przygotowała tę ofertę i zaadresowała ją właśnie do mnie.

Zaczęłam zastanawiać się, czy informacje na moim blogu i zakładka “o mnie” są niewidzialne, a może napisane w niezrozumiałym dla innych języku. Czyżby mój status bloger modowy/dziennikarz/twórca serwisów internetowych krzyczał - marzę o karierze telewizyjnej i pracy dla menagerki celebrytki X?! Czy Pani, która potrafiła znaleźć na blogu mój adres mailowy była tak leniwa, że nie przeczytała już niczego poza tą informacją? Tyle pytań i brak odpowiedzi - postanowiłam więc zadać pytanie wprost.

Dlaczego sądzi Pani, że poszukuję pracy?

- Nie sądzę :) Po prostu poszukujemy uczestniczek, a Pani blog wydał nam się na tyle interesujący, że zdecydowałam się na maila.

Po przeczytaniu tej odpowiedzi wszystko stało się jasne. Nie poszukują ludzi do pracy, a osób z “interesującym” blogiem! Ot, cała historia ;)

Jak myślicie, powinnam skorzystać?

Comments

Dotykam=Wygrywam - A TY BADASZ SWOJE PIERSI?

image

Co roku na raka piersi zapada 12 tys. Polek w różnym wieku. Jakie było moje zdziwienie, kiedy podczas wizyty u ginekologa rok temu dostałam skierowanie na kontrolne badanie piersi. W tym wieku? Zapytałam specjalistę, który wykonywał USG. Pan około 50-tki spojrzał na mnie i zapytał, ile mam lat - odpowiedziałam, że 31. I wcześniej nie miała Pani robionego badania piersi? Nie…

Natychmiast zostałam uświadomiona, że takie badanie powinnam wykonywać co roku. Badaniu mogą, a nawet powinny poddawać się młode kobiety już po 20-tym roku życia. Moja córka ma 23 lata i regularnie wykonuję jej badanie piersi - powiedział, czym mnie zaskoczył. Wtedy zdałam sobie sprawę, że regularne badanie piersi jest konieczne, tak samo jak coroczna cytologia. Zostałam też poinstruowana, jak powinnam sama w domu, pod prysznicem, wykonując okrężne ruch, sprawdzać, czy wszystko jest w porządku. To bardzo ważne, żeby samodzielnie badać piersi. To może uratować życie! - grzmiał Pan od USG, który wyraźnie miał misję do spełnienia.

A Ty badasz swoje piersi?

Żyjąc w wiecznym pędzie zawodowo-rodzinnym często zapominamy o sobie. Październik to miesiąc, który przypomina nam o tym, co najważniejsze, czyli o zdrowiu i regularnym badaniu piersi. U połowy kobiet rak piersi zostaje wykryty zbyt późno… Połowa tych kobiet nie ma szans na przeżycie, bo nie wykonywały badań profilaktycznych.

Dotykam=Wygrywam w drugiej odsłonie

W tym roku już we wrześniu, po raz kolejny, ruszyła kampania społeczna Dotykam=Wygrywam, która nie pozwala Polkom zapomnieć o regularnym wykonywaniu samobadania piersi. Ambasadorkami tegorocznej edycji kampanii są Natasza Urbańska i Agnieszka Komornicka. Kampania organizowana jest przez markę Panache, która wspiera Fundację Rak’n’Roll.

Jak samodzielnie wykonywać badanie piersi? Zobaczcie filmik przygotowany przez Monikę Kołodyńską, bra fitterkę Panache Sport:

Profilaktyka zaczyna się od stanika!

Oprócz regularnego, samodzielnego badania, ważne jest też by nosić odpowiednio dopasowaną bieliznę. Dobrze dobrany biustonosz to nie tylko korzyści zdrowotne, ale i lepsze samopoczucie, które daje kobiecie pewność siebie – mówi Marta Samborska, członek zarządu Fundacji Rak’n’Roll.

Akcja Dotykam=Wygrywam odniosła w ubiegłym roku ogromny sukces medialny, poparły ją także celebrytki: Katarzyna Cichopek – Hakiel, Aleksandra Kisio, Daria Widawska, Anna Gzyra, Markia i Rozalia Mancewicz. Walczymy o to, aby wylansować modę wśród Polek na samobadanie piersi – mówi Izabela Sakutova, pomysłodawca akcji i przedstawiciel Panache. Dla nas ta akcja miała jednak także wymiar bardzo realny, bliski, bowiem jedna z naszych pracownic poprzez samobadanie piersi i badanie USG, na które wysłaliśmy wszystkie pracujące w naszej firmie kobiety, wykryła u siebie guza. Dzięki błyskawicznym działaniom udało się ją uratować przed najgorszym – dziś jest z nami, uśmiechnięta, radosna – i to dla nas największy dowód, że warto – podkreśla organizatorka.

Dzięki kampanii ‘Dotykam = Wygrywam’ w sklepach z bielizną Panache na terenie całej Polski, w Teatrze Studio Buffo i w butiku MUSES Urbańska&Komornicka w Warszawie będzie można zaopatrzyć się w zawieszki pod prysznic z instruktażem wykonania samobadania piersi oraz różowe wstążeczki przypominające o tej ważnej czynności.

Dodatkowo cała akcja, ma wesprzeć działania fundacji Rak’n’Roll - Wygraj życie! Dlatego 10% z zysku ze sprzedaży różowych biustonoszy z oferty Panache zostanie przekazane na cele statutowe fundacji

Motywacja - 10 kompletów bielizny Panache (wartość 3000zł)!

I Ty możesz przyłączyć się do kampanii! Na stronie www.dotykamwygrywam.pl znajduje się aplikacja konkursowa „DOTYKAJ=WYGRYWAJ, nie zwlekaj, RÓŻ SIĘ”. Tu można wgrać swój krótki, nakręcony nawet telefonem komórkowym film, w którym wyrażona zostanie odpowiedź na pytanie dlaczego warto się badać. Spośród nadesłanych filmów wyłonione zostaną trzy osoby, które zostaną zaproszone na uroczystą konferencję prasową w Teatrze Studio Buffo, podczas której zaproszeni goście, partnerzy kampanii, celebryci i przedstawiciele mediów, będą głosować na najlepszy film. Nagroda za I miejsce to aż 10 kompletów bielizny Panache (wartość 3000zł).

Więcej informacji o akcji oraz adresy sklepów z bielizną marek Panache biorących udział w kampanii znajdą Państwo już wkrótce na stronie www.dotykamwygrywam.plwww.panache.plwww.studiobuffo.com.pl i www.raknroll.pl.

Comments

DOROTA PORĘBSKA PHOTOGRAPHY 

4 października 2013 r. w Concept Store Mysia 3 odbyła się autorska wystawa promująca album fotograficzny Doroty Porębskiej - artystki, której obiektem pracy i fascynacją zawodową są kobiety.

Dorotę poznałam jakiś czas temu, miałam wtedy okazję przeprowadzać z nią pierwszy wywiad w jej karierze. Patrząc na jej prace ponad rok temu, wiedziałam, że mam do czynienia z dojrzałym twórcą. Czesław Czapliński porównuje spojrzenie Porębskiej na otaczający ją świat do Helmuta Newtona. Myślę, że nie ma nic gorszego niż porównać prace rodzimej fotografki do legendy fotografii mody. Zaraz znajdzie się ktoś urażony i zdeterminowany, by udowodnić, że opiniujący jest w błędzie.

Często określany był “niegrzecznym chłopcem”, a Dorotę Porębską nazwałbym “niegrzeczną dziewczynką - podsumowuje artystkę.

Patrząc na zdjęcia Doroty, trudno się z nim nie zgodzić. Jej fotografie podsycone są elegancką erotyką, jednocześnie emanują siłą i delikatnością, są pełne kontrastów, sprzeczności. Kobiety na jej zdjęciach, to jej przyjaciółki, których piękno stara się pokazać na swój sposób - bawi się konwencją, opowiadając historie, które intrygują. Nawet zwykłe nagie pośladki pokryte piaskiem w jej obiektywie wyglądają monumentalnie. 

Twórczość Porębskiej odczuwam jako niezwykle namacalną, prawdziwą, niewystudiowaną. 
Jej wizja kobiety nie jest idealna. Może dlatego, że Dorota nie robi retuszu, nie używa światła zastanego, filtrów ani reflektorów. I pomyśleć tylko, że ma dopiero 24 lata… Mam nadzieję, że to dopiero początek jej udanej kariery!

Wystawę prac Doroty Porębskiej można oglądać od 7 października na murach wewnątrz budynku przy ulicy Mysiej 3 w Warszawie.

Comments